niedziela, 7 stycznia 2018

Rozdział 33 - Dwa kaptury

Rafael, Neil i Dalilea spadali w ciemność. Otwór nad nimi zamknął się tak szybko i niespodziewanie, jak się pojawił. Nagle rozległ się głośny plusk. Otoczyła ich gęsta ciecz. Byli na to raczej średnio przygotowani, więc nawet nie zdążyli zaczerpnąć oddechu, zanim poszli na dno. Ale chwila, chwila, czy to aż takie proste? I żadne z nich nie umie pływać? Przecież Dalilea z Lądynu wydostała się właśnie rzeką! No tak, tak było. Wtedy jednak była przytomna. Teraz pływała po powierzchni cieczy twarzą w dół, pozbawiona świadomości w wyniku solidnego zderzenia głową z krawędzią otworu, przez który wpadła. Neil był w podobnej sytuacji - tuż przed spadnięciem oberwał jakimś przedmiotem rzuconym w gospodzie. Sądząc po dźwięku, z jakim ów przedmiot się rozbryznął po zderzeniu z jego czaszką, mógł być to porcelanowy dzban. Nic więc dziwnego, że Neil dryfował sobie obok Dalilei, nie wiedząc, że już niedługo jego mózg i serce przestaną pracować w wyniku niedotlenienia. Jedynym przytomnym okazał się być Rafael. Chłopak zaczął rozglądać się w poszukiwaniu brzegu - bezskutecznie. Było zupełnie ciemno. Tak ciemno, że równie dobrze można było zamknąć oczy - nic by to nie zmieniło, tak nieprzenikniony był mrok. Rafael zamknął więc oczy, złapał pozostałą dwójkę za ręce i zarzucił ich na siebie tak, by mieli głowy nad powierzchnią cieczy. Tak jak przewidział, tym razem to on zanurzył się całkowicie. Wstrzymanie oddechu na 50 sekund jest trudne. Jeszcze trudniejsze staje się, gdy musisz jednocześnie utrzymać przy życiu dwie inne nieprzytomne osoby. Niemal niemożliwe staje się wtedy, gdy nie masz nadziei na ratunek z tej sytuacji, i jednocześnie pływasz w cieczy o metalicznym posmaku i dziwnym zapachu, kojarzącym się z czymś, o czym Rafael w tym momencie bardzo nie chciał myśleć.
Nagle pomieszczenie wypełnił ciepły blask ognia. Rafael zobaczył go przez powieki i natychmiast otworzył oczy. Zapomniał jednak, że otacza go to płynne coś, a przypomniał sobie dopiero, gdy wlało mu się... No cóż,  do oczu. Otworzył więc usta, aby krzyknąć - to również nie była dobra decyzja, bo  coś dostało się również do gardła. Razem z uszami i nosem, których nie miał jak zamknąć, ciecz wypełniała teraz wszystkie możliwe otwory jego głowy. I wtedy usłyszał głos:
- Płyń! Do przodu! Płyń! Rafael! Płyń!
Rafael zaczął przebierać nogami na wszelkie sposoby, usiłując wymusić ruch do przodu. Powoli, bardzo powoli, co jakiś czas lekko wynurzając tylko nos, by zaczerpnąć choć odrobinę powietrza, trzymając Dalileę i Neila jak najwyżej, Rafael zaczął poruszać się do przodu.
- Płyń! Rafael, płyń! Tam jest brzeg!
Ufając ślepo głosowi, Rafael z trudem dopłynął do miejsca, w którym czuł dno. Resztką sił dotarł do miejsca, gdzie ciecz nie sięgała mu nawet do kostek, i z oczami pełnymi łez i tego czegoś, w czym przed chwilą o mało nie utonął, rzucił na plecy najpierw Dalileę, a obok Neila. Sam opadł na kolana i zaczął wymiotować. Wtedy też, patrząc na to co leje się z jego wszystkich otworów w głowie, upewnił się co do tego, w czym przed chwilą pływał. Choć bardzo nie chciał dopuścić tego do swojej świadomości, wiadomość przebiła się i dotarła do jego wycieńczonego mózgu - przed chwilą mało nie utonął w jeziorku słonej wody z morza i krwi.

Dopiero długo, bardzo długo, bo około minuty później, zauważył, że jednak nie jest jedyną przytomną osobą w pomieszczeniu. Na skale powyżej niego siedziały dwie postaci w czarnych kapturach. Jedna z nich miała w ręku harfę, druga kosę. Nieruchomo przyglądały się drżącemu chłopakowi, który sam nie wiedział co jest straszniejsze - to, że jeszcze przed chwilą ani drgnęli, kiedy on się topił, czy to, że jedno z nich teraz powoli wstało. Pierwsza podniosła się postać z harfą, zrzucając kaptur z głowy i odsłaniając twarz. Teraz Rafael kojarzył już obie te osoby i obie wydawały mu się w tym momencie równie straszne. W końcu zdecydował się, że bardziej boi się tej z harfą, bo Śmierć był tu prawdopodobnie z jej powodu. Ktoś z trójki głównych bohaterów miał niedługo umrzeć przez artystkę ze sceny w gospodzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz