Rafael siedział na śmietniku, nie przysłuchując się specjalnie rozmowie Neila i Dalilei, która opowiadała wciąż o tym, dlaczego jeszcze żyje. Szczególnie nie podobały mu się fragmenty, w których była bliska śmierci. I to nawet nie dlatego że ją lubił, tylko dlatego że wyszła z nich cała. Chyba czuwa nad nią jakiś bóg czy inne paskudztwo, skoro jeszcze nie wącha kwiatków od spodu... Z rozmyślań nad brakiem sensu istnienia wszechświata, a przede wszystkim Dalilei, wyrwał Rafaela Neil:
- Stary, słyszałeś? Na tych grzybkach można by fortunę zbić, jakby dobrze je zareklamować i rozprowadzić po świecie!
- Nie będę niczego reklamował ani sprzedawał.
- Wyobraź sobie! "Zjedz jednego a odlecisz! Przygotuj się na uniesienie do wymiaru boskiego!"
- Taaak... Masz instynkt biznesmena. I zero na koncie, a jeszcze mniej w bani. Nie chcemy truć ludzi. - Westchnął Rafael, po czym dodał ciszej: A przynajmniej większości...
- Zgadzam się z Rafciem. - Stwierdziła Dalilea. - To może być niebezpieczne i...
- NAZWAŁAŚ MNIE RAFCIO!? A CO JA JESTEM, PIES!? - Wrzasnął Rafael.
- Oj, nie gniewaj się... Rafciu. - Zaśmiał się Neil. - Jeszcze nie widziałem kogoś, kto by nazwał psa Rafcio. Ale kiedyś na targu spotkałem panią, co tak wołała do kota...
Rafael odwrócił się od niego z dziwnym wyrazem twarzy. Jak zwykle gdy tak robił, usłyszał chwilę później, że ktoś do niego podchodzi. Ale tym razem... "Błagam, niech to nie będzie Dalilea!" - Poprosił grzecznie w myślach chłopak. W tym samym momencie ktoś go przytulił od tyłu. I znów: "Niech to nie będzie Dalilea!"... Nagle Rafael zorientował się, że to nie jedna, a dwie osoby. Nie było nawet można liczyć na jakiegoś złodzieja, mordercę czy pedofila, bo nic wartościowego przy sobie nie miał, jego życie nic dla nikogo nie znaczyło no i jaki debil chciałby chociażby zbliżyć się do bezdomnego, brudnego osiemnastolatka, nie będąc jego przyjacielem ani kimś, kogo imienia Rafael wolał nie wymawiać zbyt dużo razy żeby tekst się nie powtarzał? Tak, jedna z tych osób to Dalilea...
Po dłuższej chwili odezwał się Neil:
- A może pójdziemy coś zjeść...? Bo tak głupio tak stać... Wiecie... W trójkę, przytuleni, pośrodku uliczki w środku nocy w ciemnej uliczce...
- Ja się o nic nie prosiłem. - Stwierdził Rafael.
- Ale się przecież odwróciłeś jak zwykle...
- To że się ktoś odwraca nie znaczy że należy go przytulić... Puszczać mnie, jeszcze ktoś nas zobaczy i pomyśli że coś złego jej robimy...
- Nie no, bez przesady! - Powiedział Neil. - Nie jesteśmy tacy źli!
- Ha. Ha. Ha.
- No weź, to było zabawne...
Do rozmowy włączyła się Dalilea.
- Naprawdę nie wiem o czym mówicie, jesteście kochani! To idziemy?
I poszli.
Nie wrócili...
- Czyli jak robimy? Neil zagaduje sprzedawcę, Dalilea stoi i się przygląda a ja biorę co potrzebne i oddalamy się z godnością? - Powtórzył Rafael.
- Jak się uda? Tak. - Potwierdził Neil. - Dalilea, zrozumiałaś?
Dziewczyna pokiwała głową. Nie żeby była za kradzieżą, ale umierała już z głodu, bo śmieciowe żarcie, w dosłownym tego wyrażenia znaczeniu, nie starcza na długo. A więc Neil podszedł do grubego wąsacza w fartuchu przy straganie i powiedział:
- Dzień dobry, mógłbym wiedzieć która godzina?
- Nie. - Odburknął sprzedawca. Neil, niezrażony odpowiedzią, kontynuował, a Rafael podszedł od tyłu do skrzyń z owocami. W tym czasie Dalilea spostrzegła nadchodzącego strażnika i niewiele (a właściwie całkowicie nie) myśląc krzyknęła:
- Rafael! Idzie stróż!
Chłopak w ułamku sekundy znalazł się przy niej i spróbował zaciągnąć ją za najbliższy róg, żeby się ukryć. Za późno niestety, bo strażnik może i nie słyszał krzyku, a sprzedawca zajęty zbywaniem Neila nie zwrócił na niego uwagi, ale za to rzucił im się w oczy chłopak ciągnący młodszą dziewczynę za ramię, szepczący jej coś do ucha. W dodatku owa dziewczyna miała przerażony wyraz twarzy. Oczywiście nie było wiadomo, dlaczego, więc zaraz wokół Rafaela i Dalilei zebrał się tłum ze strażnikiem na czele.
- Wytłumaczcie mi natychmiast co tu się dzieje! - Huknął strażnik.
- Przepraszam! - Wyjąkała Dalilea bardziej do Rafaela niż do strażnika. Niestety ten drugi tego nie zauważył.
- Nie twoja wina, dziewczyno, niech on się spowiada! - Strażnik wskazał na Rafaela. Do rozmowy włączył się Neil.
- Ale to nie tak panie władzo, ona jest z nami!
- A co takiego ważnego razem robiliście, co? A może to faktycznie ona jest winna?
- To nie Dalilea! - Krzyknął rozpaczliwie Neil. - To nie żadne z nas!
- Powiedziałeś Dalilea? To bardzo oryginalne imię, naprawdę. Wiesz kto jeszcze nosi to imię? Miss!
Neil otworzył szerzej oczy, uświadamiając sobie, co właśnie zrobił. Cóż, za gwałt w świecie Nonsensu grozi kilka do kilkunastu lat więzienia... Ale za to bycie miss lub ukrywanie jej oznacza śmierć. Sytuacji nie poprawiał fakt, że na sąsiedniej ścianie wisiał niezbyt wierny, ale jednak, portret Dalilei z podpisem "Miss" i wypisaną pod spodem nagrodą pieniężną o wielu zerach za złapanie jej. Tymczasem strażnik kontynuował:
- A ja się założę, że ta dziewczyna i nasza misska to jedna i ta sama osoba...
Reszta jego wypowiedzi nie była już ważna, ponieważ trójka podejrzanych rzuciła się do ucieczki.
Strażnik nieprzyzwyczajony do tego, że ktoś go ignoruje, chwilę jeszcze stał zdziwiony, po czym wrzasnął: Łapać ich!
I sam rzucił się w pogoń.