Dalilea, Neil i Rafael szli sobie spokojnie wąską uliczką pod murami miasta. Nie, to nie przypadek, że nie główną ani nawet zwyczajną, ale ciasną i przez to mało uczęszczaną trasą. W ostatnim czasie nasi bohaterowie sporo uciekali, więc chcieli sobie od tego zrobić przerwę i choć raz niezauważenie wymknąć się z miasta. Wbrew pozorom zgubienie wściekłego tłumu nie jest takie trudne: wystarczy podczas ucieczki po drodze znaleźć funkcjonariusza straży, który jeszcze nie wie że powinieneś już nie żyć, poskarżyć się na ludzi którzy od tak sobie nagle zaczęli cię gonić (pewnie już wszyscy czytelnicy zauważyli, że większość osób w Świecie Nonsensu nie zaprząta sobie głowy myśleniem dopóki nie jest to konieczne, a i wtedy bywa z tym problem...) i napuścić na siebie dwie strony, z których każda zna inną wersję, a samemu zniknąć za rogiem, mając nadzieję, że nikt nie zauważy twojej nieobecności. Nic prostszego, prawda? Tak więc, w takiej właśnie kolejności, Rafael, Neil i Dalilea zmierzali powoli do bramy miasta, co jakiś czas uciszając siebie nawzajem, robiąc tym większy hałas niż samymi odgłosami kroków. W pewnym momencie Rafael się zatrzymał.
- Słyszycie to? - Zapytał. Neil i Dalilea zgodnie pokręcili głowami.
- No właśnie. Ja też nie. Czy nie powinno być tu trochę... Głośniej? Jakieś odgłosy wściekłego tłumu w oddali? Albo chociaż szczekania psów? Albo nie wiem... Czegokolwiek? - Znów spytał Rafael. - Nie dziwi was ta cisza?
- Może trochę? Idźmy dalej. Nie podoba mi się tu. - Stwierdził Neil.
- A czy wy przypadkiem nie mieszkaliście w podobnej okolicy? - Spytała Dalilea.
- Tak. Mieszkaliśmy. Ale tu jest tak jakoś... Gorzej. Powiedziałbym nawet, że nie tyle gorzej, co źlej. - Stwierdził Neil.
Dalilea obejrzala się za siebie i ścisnęła ręką kostkę w kieszeni. Skoro Neil i Rafael nie lubią tego miejsca, ona nie powinna lubić go tym bardziej. Po chwili namysłu dziewczyna wyciagnęła sześcian i podrzuciła go kilka razy, po czym spojrzała na niego, by sprawdzić, jaki kolor jest na górnej ściance. Czarny. No cóż, to nic nie znaczy, prawda?
- Prawda? - Zapytała na głos Dalilea. Neil i Rafael spojrzeli na nią dziwnie, ale dziewczyna tego nie zauważyla, skupiając się na wysłuchaniu do końca bardzo wyczerpującej odpowiedzi głosiku w swojej głowie. Powiedział on: "Nie.".
Bohaterowie szli dalej w milczeniu, gdy nagle odezwała się Dalilea.
- Ojej...
Neil wymruczał kilka przekleństw, szukając jakiegoś ładnego, dobrze określejącego sytuację słowa, po czym wybrawszy jedno, oznajmił głośno:
- Ojej... Albo nie: Kur... Cholera.
- Nie no... Mogło być w sumie gorzej. - Westchnął Rafael, patrząc na kończący uliczkę mur przed sobą. - Moglibyśmy przecież podczas ucieczki przed wściekłym tłumem trafić w ślepą uliczką i na dodatek usłyszeć za sobą kroki jakichś byków którym nie podoba się to, że wchodzimy na ich teren.
- Szukacie guza, że włazicie na nasz teren? - Odezwał się niski głos za nim.
- A nie, wybaczcie... Przecież właśnie to się dzieje. Czego innego mielibyśmy się spodziewać po życiu? Nic oryginalnego. - Stwierdził Rafael, odwracając się. Żeby spojrzeć w oczy goryla stojącego za nim, musial lekko zadrzeć głowę, ale zamiast tego, żeby nie czuć się małym (oraz z niechęci do odczuwania bardzo silnego bólu wynikajacego z pięści uderzającej o jego twarz), odsunał się dwa kroki w tył. Ujrzał przed sobą czterech wysokich, napakowanych facetów o zwierzęcych mordach. Nie wygladali niestety, jakby przyszli pogadać czy napić się herbatki. Rafael spróbował cofnąć się jeszcze krok, wpadając przy tym na Dalileę, która z kolei wpadła na Neila chowającego się za nią. Rafael rozejrzał się niepewnie, a zaraz potem gwałtownie wyprostował.
- Słyszycie to? - Zapytał, po czym odwrócił się przez ramię, zamachnął i z pięści przyłożył Dalilei w twarz. Dziewczyna wrzasnęła i upadła na ziemię, goryle zatrzymali się zdezorientowani, a zza rogu wyłonił się najpierw funkcjonariusz straży, a za nim mnóstwo zdenerwowanych ludzi z pochodniami. Tymczasem Rafael zaczał przedstawienie.
- Przestańcie!!! Co ona wam zrobiła!? Panie władzo! Panie władzooo!!! Pomocy!
Funkcjonariusz rzucił się do biegu, a za nim tłum, który w międzyczasie zdążył jakoś uzbroić się w widły i pochodnie.
- A czy to nie...? - Zaczął "pan władza".
- Nieważne, kim ona jest! Uderzył ją! Nie widział pan? Ujdzie mu to!? Gdzie jest postęp!? Cywilizacja!? Gdzie władza!? Prawo i porządek!? Tkwimy jeszcze w jaskiniach!?
W tym momencie funkcjonariusz, próbujac stanąć na wysokości zadania, przestał ogarniać sytuację i wspomagany bezsensownymi okrzykami tłumu, zaczął kłócić się z gorylami. Tymczasem Neil, Dalilea i Rafael ulotnili się, wbiegając w sąsiednią uliczkę.