Śmierć siedział na skale i z zainteresowaniem przyglądał się zaistniałej sytuacji. Oto trójka dzieciaków, których już wielokrotnie widział wszędzie, gdzie zdarzały się wypadki śmiertelne, leżała na brzegu jeziora krwi i z przerażeniem patrzyła na zbliżającą się do nich dziewczynę z harfą.
- Normalnie zabiłabym was bez słowa. - Zaczęła artystka, gdy zobaczyła, że cała trójka ludzi, którzy wpadli do jej kryjówki przez otwór, który przygotowała sobie na najczarniejszą godzinę jako drogę ucieczki (teorytycznie bez sensu, bo nigdy jeszcze nie musiała uciekać z gospody), już się ocknęła.
- Ale czuję, że jestem wam winna wyjaśnienia, bo...
Jej słowa przerwał jej własny, zadziwiająco wręcz okropny, bolesny dla uszu krzyk. Artystka z niedowierzaniem wpatrywała się w strzałę w swojej ręce, podczas gdy zza skały wyszła dwójka ludzi z kuszami.
- Zdychaj! - Wrzasnął jeden. - Gdyby mój kolega umiał strzelać, już byłoby po tobie!
Dziewczyna wyrwała strzałę z ręki, rozchlapując krew na ziemię i rzuciła się na kolana, akurat tak, że uniknęła drugiej strzały, która przeleciała jej nad głową. Mężczyźni w pośpiechu, teraz już nie tacy pewni siebie (cóż, zakładali, że któryś z nich trafi tak, że ofiara się nie podniesie), zaczęli w pośpiechu cofać się i ładować kusze.
Wykorzystując moment, dziewczyna znalazła się przy facecie bliżej, który wcześniej się odezwał, popchnęła go na ścianę jaskini i wcisnęła mu strzałę w pierś tak, że zakrwawiony grot był widoczny z drugiej strony. Potem, nie zaszczycając nawet spojrzeniem trójki niedoszłych topielców, obróciła się i spojrzała w oczy drugiemu z mężczyzn. Zaczęła śpiewać. Facet opuścił kuszę. Wciąż przy niej grzebał, ale wydawał się być bardziej zafascynowany głosem dziewczyny niż bronią. Śpiew przerwał charkot mężczyzny ze strzałą w piersi. Tuż przed śmiercią zwrócił na siebie uwagę artystki słowami:
- Ha... On jest głuchy!
- Co...? - Oczy dziewczyny rozszerzyły się z przerażenia, a zaraz potem zamknęły z bólu. Głuchy, a więc niewzruszony jej głosem mężczyzna znów nie trafił tam gdzie chciał - ofiara odwracając się do umierającego, zasłoniła się przez przypadek ramieniem, w którym utknęła kolejna strzała.
Rafael obserwował to wszystko z brzegu. Na chwilę, gdy dziewczyna zaczęła śpiewać, przestał rozumieć, co się dzieje, a już w następnej chwili miał ją tuż obok siebie, na wyciągnięcie ręki, topiącą głuchego w jeziorze. Najwyraźniej jej głos miał jakieś dziwne właściwości. Rafael gapił się otępiały, jak ostatni człowiek, który mógł go uratować, powoli przestaje się ruszać a na końcu sztywnieje z twarzą zanurzoną w tej strasznej wodzie. Wszystko wydarzyło się tak szybko... Czy ta kobieta nie mogłaby w końcu przestać mordować i zacząć znowu śpiewać? Było mu wtedy tak przyjemnie, nawet zapomniał o tym, że klęczy we własnych wymiocinach. W tamtej chwili było to dla niego bardzo cenne, bo zapomniał również o reszcie swoich problemów - Dalilei, bliskiej śmierci i wszystkich innych kłopotach, jakie tylko miał.
Dziewczyna jednak nie wyglądała, jakby chciała mu zaśpiewać, ani nawet zagrać - odsunęła się od trupa, ciężko oddychając. Potem przeniosła swój wzrok na naszą trójkę bohaterów. Zdawało się przez chwilę, że zgubiła wątek i nie wie co ma z nimi zrobić, kiedy nagle osunęła się na kolana. Jej wzrok stał się pusty, nieobecny. Taki... Martwy? Odzyskując na chwilę przytomny wzrok, ofiara z bezsilną złością w oczach spojrzała jeszcze za siebie, na tych, którzy ją zaatakowali. Potem, jakby w zwolnionym tempie, dziewczyna odwróciła się i przewróciła z kolan na bok. Zaczęła się czołgać w kierunku jeziora, ale nie starczyło jej na to sił. Ze wzrokiem utkwionym w wodzie i ręką wyciągniętą do przodu najdalej jak się dało, zamarła w bezruchu.
Rafael przyglądał się temu wstrząśnięty.
- Czy ona... Nie żyje? - Zapytała przerażona Dalilea.
- Pewnie strzały były zatrute... - Szepnął Neil.
- Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale... Może wrzucimy ją do tego... Czegoś? - Zaproponował Rafael, patrząc na jezioro. - Wyglądała, jakby jej na tym bardzo zależało...
Po chwili ciszy dodał:
- I tak ładnie śpiewała...
Dalilea tylko kiwnęła głową, Neil z Rafaelem złapali byłą artystkę za kończyny, weszli do jeziora i rzucili ją najdalej jak potrafili. Ciało powoli zatopiło się w krwistej mieszance.
Śmierć wydał z siebie mrożący krew w żyłach odgłos, który mógł być śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz