Dalilea pędziła przez las. Czuła niewyobrażalne szczęście. Życie jest takie piękne i kolorowe! A to że zgubiła się w lesie? Dar od losu! Nowe znajomości i przyjaciele! Bezinteresowna pomoc! Słodkie leśne zwierzaki, śpiew przy ognisku i kolorowe owoce na gałęziach drzew! Pokój i dobroć! Nowe życie w lesie! Gęstym.. Ciemnym... Mrocznym... I do tego pełnym niebezpiecznych stworzeń... Dalilea zatrzymała się gwałtownie, czując uderzenie w nos. Uderzyła na ślepo przed siebie, próbując zwiększyć przestrzeń miedzy nią a potencjalnym przeciwnikiem, jednak ten sprytnie zablokował cios. Dalilea odsunęła się na kilka kroków, by móc przyjrzeć się wrogowi. Obraz w jej oczach dwoił się, troił i wyginał, by w końcu pokazać jej, że uderzyła w drzewo. Dziewczyna rozejrzała się bezradnie i odruchowo wytarła nos, po czym ze zdziwieniem popatrzyła na zakrwawioną rękę. Uświadomiwszy sobie, że przecież przed chwilą uderzyła w drzewo i po prostu leci jej krew, pacnęła się nią w czoło, brudząc całą twarz. Dalilea znowu popatrzyła na drzewo, które tak brutalnie przerwało jej radosny bieg. Spróbowała odwrócić sie na pięcie, żeby pokazać mu, jak badzo jest na nie zła, ale natychmiast obraz przed jej oczami rozmył się, a ona sama przewróciła na trawę. Czołgała się więc w drugą stronę, byle dalej od drzewa, a w każdym razie tak jej się zdawało. Zatrzymała się dopiero, kiedy uderzyła w coś nosem. Dziewczyna popatrzyła do góry. Trafiła w dokładnie to samo drzewo, od którego chciała uciec, tyle że troche niżej.
"Chciałabym chociaż wiedzieć, gdzie jestem" - pomyślała, a raczej spróbowała pomyśleć, bo mózg wciąż odmawiał jej posłuszeństwa. Dalilea, nie mając pomysłu, co zrobić, półrzytomnie sięgnęła do kieszeni, by sprawdzić, co cały czas przeszkadza jej w czołganiu, wbijając się w biodro. Przeklęta kostka nadal tam tkwiła, co graniczylo z cudem, bo dziewczyna cały czas przewracała się na ziemię, skakała, aż w końcu czołgała. Przy okazji Dalilea zobaczyła też, w jakim stanie jest jej ubranie. A raczej to co z niego zostało po przedzieraniu się przez krzaki. Obraz nędzy i rozpaczy. Dalilea wstała chwiejnie i wykonała dwa kroki w przód. Ponieważ nic się jej nie stało, odważnie zrobiła również trzeci, po czym padła na ziemię jak długa. W ten oto sposób w ciagu paru godzin dotarła do polanki, na której mieściła się siedziba elfów. Dalilea jęknęła w duchu. Najwyraźniej chodziła w kółko przez kilka... No właśnie. Godzin? Dni? Dziewczyna podniosła się z trudem i zastygła. No, prawie. Było kompletnie cicho. Gdzie się podziały głośne, radosne elfy, które tu zostawiła? Pełna złych przeczuć Dalilea, przewracając się co chwila, dotarła do otwartego wejścia, z którego dochodził dziwny zapach. W środku leżały elfy, wśród których dziewczyna dostrzegła Lucę. Wszystkie były martwe, a na ciałach pyszniły się małe, kolorowe grzybki o ładnym zapachu, od których cała historia się zaczęła. Dalilea, czując nagle ból w całym ciele, osunęła się na ziemię.