piątek, 29 grudnia 2017

Rozdział 32 - Latający Uniwersytet

Na sam początek rozdziału chciałabym poprosić wszystkich czytających o wybaczenie zmiany kolejności rozdziałów - jak widać 4 i 6 są tuż po 31. Nie wiem dlaczego tak się stało, ale nie umiem tego odczynić, więc po prostu tak zostanie. Może to kwestia tego, że najwięcej w nich pozmieniałam? No nic. Zapraszam do czytania.

Kiedy Ceres weszła do pomieszczenia, poczuła na sobie wzrok kilkuset mocno wytrzeszczonych ze zdziwienia gałek ocznych.
- Dzień dobry panom. - powiedziała uprzejmie.
Panowie nadal gapili się w osłupieniu, więc Ceres przejęła od nich obowiązek poprowadzenia rozmowy.
- Ja i mój przyjaciel zostaliśmy całkiem niedawno wyrzuceni z domu i nie mamy dokąd iść. Moglibyśmy tutaj przenocować, albo chociaż coś zjeść?
Ktoś z tłumu zapytał:
- A gdzie jest twój przyjaciel?
- Tutaj. - Odpowiedziała Ceres wskazując na Kai, który ostrożnie wyjrzał zza jej pleców. Wśród ludzi w pomieszczeniu przeszedł pomruk zdziwienia, dało się słyszeć pojedyncze, niepewne śmiechy. Po chwili ciszy, jaka zapadła, gdy wszyscy jeszcze myśleli, że gość powie coś więcej, z krzesła zszedł, a bardziej stoczył się, najgrubszy i  najbardziej czerwony ze wszystkich mężczyzna i uroczystym tonem, lekko sepleniąc i czkając, wygłosił mowę powitalną:
- WITAJ! - Ryknął nieco zbyt głośno i teatralnie, po czym ściszył ton i kontynuował:
- Witaj, moje dziec... ko, na najwięk... szej uczelni magii wszech... czasów! Tu dziej... ą się najprawdziwsze c... uda, a każdy gość jest mi... le widziany!
Potem mężczyzna podszedł do Ceres na tyle blisko, na ile pozwalał mu jego gigantyczny brzuch i przedstawił się:
- Ja jes... tem dyrektorem tego wszys... tkiego, największym magiem uniwersy... tetu! Uczę te dzieci - tu wskazał na resztę mężczyzn w sali - od niepamięt... nych czasów, jak posługiwać się ty... m niezwykle precyzyj... nym i wy... soce skomplikowanym narzędziem, jakim jest magia! Niestety, moja droga... Ma... gii mogą uczyć się tylko męż... czyźni. Kobiety nie ma... ją tego daru. Choć ty, gdybyś oczy... wiście była nim, a nie nią, miałabyś go zapewne, skoro uda... ło ci się przejść przez drzwi!
Najwyraźniej dyrektor nie słyszał, co Ceres mówiła przy wejściu.
- To nieprawda. - Powiedziała zdziwiona dziewczyna.
- Nieprawda? - Syknął cicho i wyraźnie dyrektor, jakby cały wcześniej wypity alkohol wyparował nagle z jego mózgu. Zbliżył niebezpiecznie swoją twarz do twarzy Ceres. Jego spojrzenie było uważne i ostre, w dodatku świadome.
- Kogoś mi przypominasz... Nawet wzrok i styl mówienia macie podobny! Nie wspominając już o rysach twarzy... - Powiedział jeszcze ciszej, wpatrując się w nią podejrzanie. - Przyszłaś tu na jego polecenie, by udowodnić nam, magom, że się mylimy? Ten typ od zawsze był bezczelny, ale to już przegięcie...
- Nie! - Przerwała mu Ceres. - Tak jak mówiłam, właśnie zostałam wyrzucona z domu, a to, że kobiety mogą czarować powiedział mi mój tata! Znaczy... Przybrany. Ten, który mnie wyrzucił. To od niego wszystkiego się nauczyłam.
- Wszystkiego? - Zapytał dyrektor. - Ciekawe, że nie nauczył cię tego, że z dyrektorem sie nie dyskutuje! Zero szacunku i dobrych manier!
- Przepraszam... - Odpowiedziała Ceres. Nie miała pojęcia co się dzieje. Nastała chwila ciszy.
- Hmm... A skąd masz tego smoka? - Zapytał, spokojniejszy już, dyrektor.
- Znalazłam. - Odparła Ceres.
- Ach, rozumiem... To dlatego cię wyrzucił... On od zawsze nienawidził smoków... Ale żeby własnej córce... Nie do pomyślenia! - Zadziwił się dyrektor. - Panowie! - zwrócił się do tłumu. - Od tej pory macie służyć tej pani, jakby była moją córką! Oto pierwsza w historii uczennica Latającego Uniwersytetu!
Po raz kolejny w ciągu kilku ostatnich minut zapadła cisza, po czym rozległy się głośne brawa.
- Nie próbuj nawet korzystać z magii. - Powiedział jeszcze dyrektor tak cicho, że tylko Ceres mogła go usłyszeć. - Nikt nie może się o tym dowiedzieć.

Tymczasem Shagai już kolejny dzień z rzędu szedł przez step, rozglądając się. Mocno wierzył w to, że znajdzie córkę, że będzie mógł ją przeprosić i wszystko jej wyjaśnić. Najwyraźniej ona jednak jeszcze mocniej wierzyła w to, że uda jej się uciec... Po wielu godzinach wędrówki, czarodziej dostrzegł w oddali unoszący się nad ziemią jajowaty kształt wokół którego na orbitach latały wieże i zagubione przedmioty codziennego użytku. Oczywiście z tej odległości nie było ich widać - Shagai po prostu po samym kształcie mógł rozpoznać ten twór. Był to Latający Uniwersytet. Czarodziej przyspieszył kroku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz