Dalilea ostrożnie uchyliła drzwi do baru, po czym upewniwszy się, że nikt nie zwraca na nią uwagi, weszła i usiadła przy stoliku w kącie pomieszczenia. Jeszcze nigdy nie była w takim miejscu, w każdym razie nie oficjalnie. Wolno jej było wszystko. Hmm... Absolutnie wszystko? Dalilea rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu "pomocnika". W końcu zlokalizowała przy stoliku pod ścianą chłopaka wyglądającego na jakieś osiemnaście - dziewiętnaście lat. Podeszła do niego i przez chwilę szeptała coś na ucho. Nieznajomy uniósł brwi, po czym podszedł do baru i wrócił z dwoma kuflami piwa, z czego jeden postawił przed dziewczyną, a drugi zostawił sobie. Dalilea wzięła kubek i wróciła do swojego stolika. Zaczęła obserwować pomieszczenie. Piwa nawet nie tknęła, nie miało jej służyć do picia, tylko do ściągnięcia odpowiednich ludzi do planowanego przez nią przedsięwzięcia. Nie macie pojęcia, jaką różnicę robi ten jeden szczegół. Po chwili podszedł do niej facet w średnim wieku, na oko po pięciu czy sześciu kuflów piwa za dużo. "Nie, ten nie. Za bardzo upity" - Stwierdziła w duchu Dalilea i uprzejmie odesłała delikwenta do baru, jako alternatywę odejścia proponując zrobienie awantury. Kilku następnych facetów dziewczyna odesłała, a następnie znów zaczęła rozglądać się za potencjalnymi współpracownikami. W końcu podszedł do niej chłopak, od którego wyłudziła piwo i zapytał:
- A ty c...co tu robisz? Nie pijesz? Co pow...w... wiedziałaś Grubemu, Bolowi i Mietkowi, że dali ci spokój? Masz pojęcie, kim oni są? - Najwyraźniej wcześniej zamówione piwo mu nie przysłużyło i wpłynęło na dykcję, bo Dalilea z trudem odróżniła słowa. Nie odesłała go jednak, tylko kazała usiąść i opowiedzieć trochę o sobie. Po paru słowach zagroziła, że jak nie będzie mówił wyraźnie, da mu z liścia. Jak można się domyślić (chyba, że jest się Dalileą - wtedy domyślanie się czegokolwiek jest o wiele trudniejsze niż zazwyczaj), nie podziałało, więc po kolejnych paru słowach dziewczyna spełniła obietnicę. Po następnych kilku zdaniach, chłopak odzyskał płynność mowy i zaczął:
- Jestem Rafael, mam eee... Chcesz wiedzieć ile mam lat?
- A jak myślisz? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Dalilea.
- Typowa kobieta, ty się pytasz, a ona "Domyśl się!"... Pff... Mam osiemnaście lat, mieszkam eee... Chcesz wiedzieć gdzie mieszkam?
- Domyśl się.
- Wiedziałem... Mieszkam na ulicy mostowej, znaczy tej przy moście, znaczy... Ech, co tam. Mieszkam pod mostem, jestem sierotą, a kasę zdobyłem pracując tutaj jako kucharz... No, nie, nie kucharz. Ten, co przygotowuje to, co ludzie przychodzący tutaj nazywają dobrym jedzeniem, bo nigdy jeszcze nie jedli kurczaka z żurawiną.
- Gdybyś miał teraz wymyślić sobie motto życiowe, jak ono by brzmiało?
- Nie potrzebuję żadnego motta życiowego.
"No jasne..." - pomyślała Dalilea. Po co w ogóle o to zapytała?
- Charakter?
- Zły.
"Jasne, że tak..." - powtórzyła Dalilea w duchu. Cóż, w końcu sama chciała wiedzieć...
- Zainteresowania?
- Potrafię malować i chodzić po cichu, aczkolwiek jak się żyje pod mostem i czasem kradnie, trzeba to potrafić.
- To przy kradzieży trzeba malować?
- Eee... Co? Nie, chodzić po cichu...
- Masz pod mostem jakichś znajomych?
- Co?
- To co słyszałeś. Znajomi?
- Tak, mam paru, ale nie sądzę, żebyś chciała ich bliżej poznać.
- Zaprowadź mnie do nich.
- Nie.
- Co?
- Nie.
- Dam ci to piwo.
- Na pewno? - Rafael spojrzał na kufel jakby ten był dla niego ostatnią szansą na ratunek przed... Cóż, trudno powiedzieć przed czym może uratować piwo (poza trzeźwością oczywiście), ale musiało być straszne.
- Jak najbardziej. - Odparła Dalilea, wręczając mu kufel. Po tych słowach dziewczyna i chłopak opuścili bar i skręcili w najbliższą uliczkę. Dalej prowadził ją Rafael.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz