sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 25 - Rafael... - Więcej niż 1000 słów

- Neil! - Zawołała radośnie Dalilea.
- Neil... - Zaczął Rafael. Nie skończył.
- Dalilea, nie masz pojęcia jak nam ciebie brakowało... - Stwierdził Neil.
- Jak Neilowi ciebie brakowało... - Sprostował Rafael.
- Ciągle się zastanawialiśmy, czy ci się nic nie stało... - Powiedział Neil.
- Neil się zastanawiał czy ci się nic nie stało... - Poprawił Rafael.
- Strasznie się cieszymy że jesteś cała...
- Neil się cieszy że jesteś cała...
- Mamy nadzieję że z nami zostaniesz chociaż na noc...
- Neil ma nadzieję że zostaniesz na noc... - Powiedział złowieszczym tonem Rafael po czym dodał swobodniej:
- A ja nie.
Na jego nieszczęście już po paru minutach wyszło na to że Dalilea "Och, z przyjemnością zostanie, bo i tak nie miała planów na ten wieczór ani w sumie na dalsze życie" a Rafael swoje zdanie może sobie wiadomo gdzie wsadzić. (Tak drodzy czytelnicy, w dupę. Ale jeżeli macie pomysły, gdzie indziej Rafael ma wsadzić swoje zdanie, napiszcie je w komentarzach. A nawet jeżeli nie macie, możecie napisać coś innego... Podobno żyjemy w wolnym kraju, więc naprawdę nie powinniście się po tym spodziewać wizyty smutnych panów w czarnych garniturach. Piszcie!) A jeżeli bardzo chciał udawać, że Dalilea wcale nie stoi obok i nie rozmawia sobie z jego najlepszym jeszcze żywym przyjacielem, jedyną opcją było pójście w jakieś inne miejsce. Ponieważ jednak Rafael wiedział, że gdy wróci z tego "jakiegoś innego miejsca", Dalilea nadal tu będzie, postanowił delikatnie zasugerować, że nie życzy sobie jej towarzystwa.
- Neil, mogę na stronę?
- Tak, jasne, papier jest chyba w tym koszu po lewej.
- Chodziło o rozmowę.
- Aaa. dobra. Chodź. Dalilea, Rafael chce nam chyba coś powiedzieć.
Dalilea już miała podejść, gdy Rafael szybko dokończył poprzednie zdanie:
- O rozmowę w cztery oczy. Nie, Neil, nie patrz tak na mnie, nie każę wam wydłubywać sobie po jednym oku, tylko chcę pogadać bez niej. - Tu chłopak wskazał na Dalileę.
- Ojej... Dobra.
Po tych słowach Neil, zapewniając Dalileę, że zaraz wróci, został zaciągnięty przez Rafaela za najbliższy róg domu.
- Nie mów, że naprawdę chcesz, żeby z nami została! - Wysyczał Rafael.
- Ale ona jest taka biedna...
- Jest miss. Będziemy mieć przez nią kłopoty.
- Nie ma nikogo a my możemy jej pomóc...
- Ma pecha równie wielkiego jak ja, zginiemy przez nią.
- To nie jej wina, tak jak nie twoja...
- To nie jest normalne. Powtórzę: Będą przez nią kłopoty.
- Ale możemy jej pomóc się z nich wydostać...
- Dobra. To teraz czas na mój najlepszy argument... Nie lubię jej. Bardzo. I chyba do ciebie nie dotarło, więc powtórzę znowu: Będą przez nią kłopoty. I nie mów, że nie ostrzegałem.
- Dobrze, nie powiem. Może zostać? - Bardziej westchnął niż powiedział Neil, przewracając oczami.
- Do czego ci ona potrzebna!? Od kiedy interesujesz się dziewczynami nie dla swojego, a dla ich dobra!?
- Za kogo ty mnie uważasz!? Od zawsze starałem się być miły dla ludzi!
- Tak. Ale kiedyś rozumiałem dlaczego. - Powiedział smutno Rafael. To było jedno z niewielu prawdziwych zdań, jakie wypowiedział w życiu. Pozostałe były często przez niego powtarzane, zwykle jednak w nieco zmienionej formie, ale opierały się na trzech schematach: Jestem Rafael a trawa jest zielona (czyli oczywistości), Wiem (po prostu wiem) oraz Nie lubię Dalilei, przez nią będą kłopoty (i wszystko co wiąże się z negatywnymi uczuciami wobec wyżej wymienionej, którą Rafael najchętniej nazywałby Sam/a-wiesz-kto, żeby nie musieć używać jej imienia, ale wiedział, że to by głupio brzmiało)
- Rafael... - Szepnął Neil. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, z czego każde z nich brzmiało "błagam!"
- Dobrze. Tylko nie mów że nie ostrzegałem.
- Dziękuję, kocham cię! - Neil w przypływie szczęścia spróbował przytulić Rafaela, który szybko się wywinął.
- Łapy przy sobie. I pamiętaj, że to, że postaram się ją tolerować nie znaczy że ją lubię.
- Oj tam...
Przyjaciele w skrajnie różnych nastrojach wrócili do Dalilei siedzącej na przewróconym śmietniku. Po chwili milczenia Neil zaczął rozmowę:
- Dalilea? Może opowiesz, co się stało, że trafiłaś do tego akurat miasta i dlaczego wyglądasz, jak wyglądasz? Wiesz, ostatnio jak się widzieliśmy to twoja sukienka była jeszcze sukienką i nie miałaś gałęzi we włosach i nie byłaś odwodniona...
- Tak, już, jak tylko sobie przypomnę... Wiecie, bardzo dziwna historia... - I Dalilea zaczęła opowiadać, co ją spotkało, czy też porwało w lesie oraz jak to możliwe że jeszcze żyje.

1 komentarz:

  1. Cześć!
    To ja!
    Też się cieszysz, co nie?
    No wiem, wiem...
    Tak sobie kipię, bo nie mam do czego przyczepić.
    Literówek nie znalazłam, nawiasów mniej (+), sporo dialogu, ale nie tak, żeby drażniło to czytelnika no i moi chłopcy!
    To zdecydowanie mój ulubiony rozdział.
    Tylko szkoda, że Rafael tak łatwo dał się przekonać.
    No trudno. Nie mogę mieć wszystkiego.
    Całuski przesyłam.
    ~ Jane

    OdpowiedzUsuń