- Neil! - Zawołała radośnie Dalilea.
- Neil... - Zaczął Rafael. Nie skończył.
- Dalilea, nie masz pojęcia jak nam ciebie brakowało... - Stwierdził Neil.
- Jak Neilowi ciebie brakowało... - Sprostował Rafael.
- Ciągle się zastanawialiśmy, czy ci się nic nie stało... - Powiedział Neil.
- Neil się zastanawiał czy ci się nic nie stało... - Poprawił Rafael.
- Strasznie się cieszymy że jesteś cała...
- Neil się cieszy że jesteś cała...
- Mamy nadzieję że z nami zostaniesz chociaż na noc...
- Neil ma nadzieję że zostaniesz na noc... - Powiedział złowieszczym tonem Rafael po czym dodał swobodniej:
- A ja nie.
Na jego nieszczęście już po paru minutach wyszło na to że Dalilea "Och, z przyjemnością zostanie, bo i tak nie miała planów na ten wieczór ani w sumie na dalsze życie" a Rafael swoje zdanie może sobie wiadomo gdzie wsadzić. (Tak drodzy czytelnicy, w dupę. Ale jeżeli macie pomysły, gdzie indziej Rafael ma wsadzić swoje zdanie, napiszcie je w komentarzach. A nawet jeżeli nie macie, możecie napisać coś innego... Podobno żyjemy w wolnym kraju, więc naprawdę nie powinniście się po tym spodziewać wizyty smutnych panów w czarnych garniturach. Piszcie!) A jeżeli bardzo chciał udawać, że Dalilea wcale nie stoi obok i nie rozmawia sobie z jego najlepszym jeszcze żywym przyjacielem, jedyną opcją było pójście w jakieś inne miejsce. Ponieważ jednak Rafael wiedział, że gdy wróci z tego "jakiegoś innego miejsca", Dalilea nadal tu będzie, postanowił delikatnie zasugerować, że nie życzy sobie jej towarzystwa.
- Neil, mogę na stronę?
- Tak, jasne, papier jest chyba w tym koszu po lewej.
- Chodziło o rozmowę.
- Aaa. dobra. Chodź. Dalilea, Rafael chce nam chyba coś powiedzieć.
Dalilea już miała podejść, gdy Rafael szybko dokończył poprzednie zdanie:
- O rozmowę w cztery oczy. Nie, Neil, nie patrz tak na mnie, nie każę wam wydłubywać sobie po jednym oku, tylko chcę pogadać bez niej. - Tu chłopak wskazał na Dalileę.
- Ojej... Dobra.
Po tych słowach Neil, zapewniając Dalileę, że zaraz wróci, został zaciągnięty przez Rafaela za najbliższy róg domu.
- Nie mów, że naprawdę chcesz, żeby z nami została! - Wysyczał Rafael.
- Ale ona jest taka biedna...
- Jest miss. Będziemy mieć przez nią kłopoty.
- Nie ma nikogo a my możemy jej pomóc...
- Ma pecha równie wielkiego jak ja, zginiemy przez nią.
- To nie jej wina, tak jak nie twoja...
- To nie jest normalne. Powtórzę: Będą przez nią kłopoty.
- Ale możemy jej pomóc się z nich wydostać...
- Dobra. To teraz czas na mój najlepszy argument... Nie lubię jej. Bardzo. I chyba do ciebie nie dotarło, więc powtórzę znowu: Będą przez nią kłopoty. I nie mów, że nie ostrzegałem.
- Dobrze, nie powiem. Może zostać? - Bardziej westchnął niż powiedział Neil, przewracając oczami.
- Do czego ci ona potrzebna!? Od kiedy interesujesz się dziewczynami nie dla swojego, a dla ich dobra!?
- Za kogo ty mnie uważasz!? Od zawsze starałem się być miły dla ludzi!
- Tak. Ale kiedyś rozumiałem dlaczego. - Powiedział smutno Rafael. To było jedno z niewielu prawdziwych zdań, jakie wypowiedział w życiu. Pozostałe były często przez niego powtarzane, zwykle jednak w nieco zmienionej formie, ale opierały się na trzech schematach: Jestem Rafael a trawa jest zielona (czyli oczywistości), Wiem (po prostu wiem) oraz Nie lubię Dalilei, przez nią będą kłopoty (i wszystko co wiąże się z negatywnymi uczuciami wobec wyżej wymienionej, którą Rafael najchętniej nazywałby Sam/a-wiesz-kto, żeby nie musieć używać jej imienia, ale wiedział, że to by głupio brzmiało)
- Rafael... - Szepnął Neil. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, z czego każde z nich brzmiało "błagam!"
- Dobrze. Tylko nie mów że nie ostrzegałem.
- Dziękuję, kocham cię! - Neil w przypływie szczęścia spróbował przytulić Rafaela, który szybko się wywinął.
- Łapy przy sobie. I pamiętaj, że to, że postaram się ją tolerować nie znaczy że ją lubię.
- Oj tam...
Przyjaciele w skrajnie różnych nastrojach wrócili do Dalilei siedzącej na przewróconym śmietniku. Po chwili milczenia Neil zaczął rozmowę:
- Dalilea? Może opowiesz, co się stało, że trafiłaś do tego akurat miasta i dlaczego wyglądasz, jak wyglądasz? Wiesz, ostatnio jak się widzieliśmy to twoja sukienka była jeszcze sukienką i nie miałaś gałęzi we włosach i nie byłaś odwodniona...
- Tak, już, jak tylko sobie przypomnę... Wiecie, bardzo dziwna historia... - I Dalilea zaczęła opowiadać, co ją spotkało, czy też porwało w lesie oraz jak to możliwe że jeszcze żyje.
- Do czego ci ona potrzebna!? Od kiedy interesujesz się dziewczynami nie dla swojego, a dla ich dobra!?
- Za kogo ty mnie uważasz!? Od zawsze starałem się być miły dla ludzi!
- Tak. Ale kiedyś rozumiałem dlaczego. - Powiedział smutno Rafael. To było jedno z niewielu prawdziwych zdań, jakie wypowiedział w życiu. Pozostałe były często przez niego powtarzane, zwykle jednak w nieco zmienionej formie, ale opierały się na trzech schematach: Jestem Rafael a trawa jest zielona (czyli oczywistości), Wiem (po prostu wiem) oraz Nie lubię Dalilei, przez nią będą kłopoty (i wszystko co wiąże się z negatywnymi uczuciami wobec wyżej wymienionej, którą Rafael najchętniej nazywałby Sam/a-wiesz-kto, żeby nie musieć używać jej imienia, ale wiedział, że to by głupio brzmiało)
- Rafael... - Szepnął Neil. Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, z czego każde z nich brzmiało "błagam!"
- Dobrze. Tylko nie mów że nie ostrzegałem.
- Dziękuję, kocham cię! - Neil w przypływie szczęścia spróbował przytulić Rafaela, który szybko się wywinął.
- Łapy przy sobie. I pamiętaj, że to, że postaram się ją tolerować nie znaczy że ją lubię.
- Oj tam...
Przyjaciele w skrajnie różnych nastrojach wrócili do Dalilei siedzącej na przewróconym śmietniku. Po chwili milczenia Neil zaczął rozmowę:
- Dalilea? Może opowiesz, co się stało, że trafiłaś do tego akurat miasta i dlaczego wyglądasz, jak wyglądasz? Wiesz, ostatnio jak się widzieliśmy to twoja sukienka była jeszcze sukienką i nie miałaś gałęzi we włosach i nie byłaś odwodniona...
- Tak, już, jak tylko sobie przypomnę... Wiecie, bardzo dziwna historia... - I Dalilea zaczęła opowiadać, co ją spotkało, czy też porwało w lesie oraz jak to możliwe że jeszcze żyje.
Cześć!
OdpowiedzUsuńTo ja!
Też się cieszysz, co nie?
No wiem, wiem...
Tak sobie kipię, bo nie mam do czego przyczepić.
Literówek nie znalazłam, nawiasów mniej (+), sporo dialogu, ale nie tak, żeby drażniło to czytelnika no i moi chłopcy!
To zdecydowanie mój ulubiony rozdział.
Tylko szkoda, że Rafael tak łatwo dał się przekonać.
No trudno. Nie mogę mieć wszystkiego.
Całuski przesyłam.
~ Jane