wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział 26 - Krótki kurs psychologii w rodzinie dla początkujących

- Więc twierdzisz, że to nienaturalne, że nie płaczę po straceniu domu? - Upewniła się Ceres.
Kai energicznie pokiwał głową. Tak, to nienaturalne. I to bardzo. Może jesteś chora, albo coś?
- Może jestem chora, czy coś? Ale czuję się dobrze.
Smok ze smutkiem pokręcił głową.
- Wiem że chodzi o to, czy jestem chora na głowę! Nie patrz tak na mnie, rozumiesz? Za kogo ty się uważasz? Za psychologa?
Kai wyszczerzył zęby, po czym otworzył torbę Ceres i z bocznej kieszeni wyjął notesik oraz pióro.
- Ale ja z tym psychologiem to tak tylko żartowałam, wiesz? - Powiedziała Ceres, siadając na trawie.
Kai pokiwał głową. Tak, tak... Ty żartowałaś, ale ja nie. Powiedz mi wszystko co wiesz. I to, czego nie wiesz, też mi powiedz.
- Ty tak na poważnie...? No dobra. A więc jeszcze przed twoim pojawieniem się, strasznie mi się w wieży nudziło, no bo wiesz, Śmierć i jego rodzinka są fajni, ale strasznie dziwni. Ciężko ich zrozumieć, bo nie można postawić się na ich miejscu. To po prostu nie-ludzie, żyjący od początku świata... No i chciałam mieć jakiegoś przyjaciela, ale nie miałam jak go zdobyć, bo gdybym chciała kogoś zwykłego, mogłabym po prostu pójść do miasta i poszukać ludzi, ale chciałam, żeby to był ktoś inteligentny, a w księdze smoków czytałam o tym twoim gatunku i stwierdziłam, że będziesz odpowiedni. A dalej już sam widziałeś, jak było. Myślałam, że Shagai nie lubi smoków, tak jak ludzie nie lubią pająków albo węży, ale się okazało, że on cię po prostu nienawidzi i nie wiem dlaczego. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale za bardzo boję się o własne życie. No i wylądowaliśmy bezdomni pośrodku dzikiego stepu bez jedzenia, musimy pić ze strumienia, w którym chyba niedługo powinniśmy się też umyć... Naprawdę nie wiem, dlaczego ta sytuacja mnie nie przeraża. Poza tym nie wiemy gdzie jesteśmy, gdzie jest najbliższe miasto i czy nas w ogóle do niego wpuszczą zważywszy na nasz stan.
Kai ze zrozumieniem pokiwał głową i trzymając pióro ogonem zapisał coś w notatniku, po czym podał go Ceres. Dziewczyna zaczęła czytać. Tekst, po ułożeniu go w równe linijki, wyglądał mniej więcej tak:
W skrócie? Zignorowałaś uczucia Shagai, stworzyłaś sobie przyjaciela bo nie umiałaś go znaleźć, okłamywałaś go przez cztery lata i najpewniej niedługo umrzesz z głodu, pragnienia lub z nudów. I nawet cię to nie martwi.
Ceres zamrugała oczami. W sumie najprzykrzejsze nie było nawet to, że ten tekst napisał jej przyjaciel. Ani że niedługo pewnie umrą. Najgorsze było to, że miał rację.
W momencie uświadomienia sobie tego, Ceres po raz pierwszy od wielu lat, zaczęła płakać.
Kai patrzył na nią przez chwilę, nie wiedząc jak się zachować, po czym podszedł do niej i zwinął się w kłębek się na jej kolanach, czekając na dalszy rozwój sytuacji. Gdyby tylko mógł, przeprosiłby, żeby tylko ta chwila skróciła się do minimum. Niestety, nadal nie umiał mówić.
Godzinę później Ceres i Kai szli już sobie spokojnie, co jakiś czas przystając i rozglądając się w poszukiwaniu miasta lub chociaż pojedynczego domku na stepie. Tymczasem ich oczom ukazało się nie miasto, lecz Latający Uniwersytet. Ten sam, z którego wiele lat wcześniej wywalono Shagai. Ale skąd mogli to wiedzieć? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami. Już wiecie? No właśnie. I dlatego przyjaciele, zamiast ominąć go szerokim łukiem, wszedłszy po drabince spuszczonej dla ewentualnych gości i złodziei, zastukali w drzwi i czekali na to, co będzie dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz