czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 24 - Nie ma wody na pustyni, ale na szczęście to step...

Uwaga! Organizuję "liczenie czytelników (czytelników, nie obserwatorów ani wyświetleń!)", co oznacza, że jeżeli nie trafiłeś/aś na tego bloga przypadkiem, tylko w celu przeczytania kolejnego rozdziału, masz całkowite prawo (oraz obowiązek by z tego prawa skorzystać!) zostawić po sobie chociażby anonimowy komentarz zawierający jakikolwiek tekst wymyślony przez ciebie (wystarczy nawet coś w stylu "jestem!") oraz imię postaci, którą najbardziej lubisz z tego bloga, lub której naprawdę nie cierpisz (nadal z tego bloga, więc coś typu "lubię pottera" nie wchodzi w grę). A teraz weź sobie do serca to, co przed chwilą napisałam, przeczytaj rozdział i (proszęproszęproszęproszę...) nie zapomnij zostawić komentarza!

Ziemia zbliżała się do Ceres w niebezpiecznie szybkim tempie. Jeszcze przed chwilą dziewczyna patrząc na nią widziała tylko zieloną trawę, teraz dostrzegła również kwiaty i wyglądające na bardzo ostre kamienie różnej wielkości. W upadku z piątego piętra (a na takiej właśnie wysokości znajdował się pokój Ceres... Wspominałam już o tym że jej ojciec się zdenerwował i wyrzucił ją przez okno? Znaczy przez to co z okna zostało po wybuchu zaklęcia przez niego rzuconego?) na to akurat podłoże pocieszające było tylko to, że nie oznaczał jakiegoś strasznego bólu, tylko po prostu śmierć. W momencie, kiedy Ceres przyswoiła wiadomość, że najprawdopodobniej zaraz zginie, coś złapało ją za kaptur szaty i z całej siły trzepocząc skrzydełkami na chwilę uniosło się w górę, po czym z braku sił razem z dziewczyną opadło na ziemię.
- Dzięki, Kai. - szepnęła Ceres, wstając z zamiarem wyjaśnienia Shagai, dlaczego i skąd ma smoka. Nie zdążyła jednak nawet się wyprostować, ponieważ w miejsce tuż obok niej trafił piorun, bynajmniej nie wywołany przez burzę. Podobno w wyższe obiekty łatwiej trafić, więc czarodziejka, na ugiętych nogach, złapała Kai w ramiona i zaczęła uciekać, bijąc przy okazji światowy rekord w biegu na setkę. Nie miało to jednak teraz znaczenia, bo zaliczane przez komisję są tylko rekordy osób żywych, a Ceres w tym momencie było już bliżej do zaświatów.
No ale ile można biec? Nawet ratując życie, człowiek ma pewne ograniczenia, dlatego Ceres po paruset metrach sprintu zatrzymała się, ryjąc najpierw kolanami, później rękami, a na koniec twarzą w ziemię, przygniatając przy tym Kai, który niezadowolony z zaistniałej sytuacji natychmiast dał o tym znać, wbijając przemęczonej dziewczynie kolec na ogonie między żebra. Czarodziejka przewróciła się na plecy, pomiędzy kolejnymi oddechami jęcząc na zmianę "Przepraszam, Kai" i "Gdzie Shagai? Goni nas?". Smok uniósł się w powietrze i rozejrzał. Po wpienionym opiekunie jego przyjaciółki nie było nawet śladu, a sama jego wieża stała maleńka pośród stepu. Nic nie wskazywało na to, by dalsza ucieczka była potrzebna. Kai wylądował tuż obok Ceres i przyłożył ucho (tak, smoki w Świecie Nonsensu mają uszy. Przypominają one co prawda małe skrzydełka wrośnięte w głowę, ale zawsze coś. Jeżeli ktoś chce się dowiedzieć więcej na ich temat proszę o napisanie tego w komentarzu) do jej klatki piersiowej, upewniając się, że dziewczyna jeszcze żyje. Ponieważ serce w niej biło jak oszalałe i nic nie wskazywało na to, by miało stanąć, smok podniósł głowę i znów rozejrzał się, tym razem w poszukiwaniu wody, która na pewno bardzo by się w tym momencie przydała. Jak sam tytuł rozdziału mówi, nie ma wody na pustyni, ale byli na szczęście po tej stronie wieży Shagai, po której jest step, więc w zasięgu wzroku, po prawej, płynął sobie leniwie strumyk. Kai, zadowolony z siebie już miał do niego polecieć po wodę, gdy uświadomił sobie, że nie ma jak jej przynieść. Szpiczasty kapelusz Ceres (można by go też nazwać tiarą), obowiązkowy dla każdego szanującego się czarodzieja, raczej się nie nadawał. A dziewczyna się raczej nie ucieszy z wody przyniesionej w zaślinionej paszczy. Więc może w torbie znajdzie się coś przydatnego? Kai chwycił torbę w zęby, wzleciał na wysokość metra i wytrząsnął całą jej zawartość na ziemię. A więc księga z czarami, jakieś dziwne pudełko którego Kai był nauczony nie ruszać oraz przybory do pisania nie bardzo się nadawały, jednak była tam jeszcze jedna rzecz. Smok wziął ją w zęby a następnie położył Ceres w ręce. Dziewczyna odwróciła głowę w tamtą stronę.
- W torbie to znalazłeś, Kai?
Smok pokiwał głową z zadowoleniem.
- Brawo, mały. - powiedziała dziewczyna, wolną ręką głaszcząc Kai po głowie. W drugiej miała szklaną butelkę z wodą, którą niedawno kupił jej Shagai (znaczy kupił samą butelkę, bo szkło było dość nowym, ale dobrze się zapowiadającym wynalazkiem, więc warto było mieć coś z niego zrobionego. Wodę Ceres dolała sama dziś rano, na popołudnie, gdyby chciała iść do Śmierci na brydża.) Kai usiadł na ziemi, merdając ogonem (tu rozwiewają się wszelkie wątpliwości co do tego, czy Shagai miał rację. Nie miał. Kai był bardzo miłym, inteligentnym smokiem, który skrzywdziłby kogoś tylko w obronie własnej lub swojej przyjaciółki, Ceres.), a czarodziejka głaskała go, pijąc wodę. Po chwili zatknęła butelkę korkiem (kup jedną szklaną butelkę, a otrzymasz do niej korek gratis! Oferta ważna do wyczerpania zapasów) zapytała:
- Myślisz, że powinnam wrócić i wszystko wyjaśnić?
Gdyby Kai umiał mówić, zapytałby:
- Pogrzało cię? Chcesz zginąć?
Jednak ponieważ mowa była czymś właściwym dla ludzi i innych gatunków posiadających struny głosowe, smok po prostu pokręcił głową z politowaniem.
- Nie, nie pogrzało mnie! Jeśli nie wrócimy, zostaniemy bezdomni. Chcesz być bezdomny?
Kai znów pokręcił głową.
- No właśnie... Ja też. Chociaż pewnie masz rację. Pewnie już i tak jesteśmy bezdomni, a jeśli wrócimy, będziemy również martwi.
Smok pokiwał energicznie głową. Tak, będziemy martwi. Chcesz być martwa?
- Nie, oczywiście że nie chcę być martwa! - stwierdziła Ceres - Więc idziemy dalej? Tak? Do Śmierci? Nie, on mieszka w zaświatach. Człowiek u niego w domu jest praktycznie martwy! Chociaż nie odczuwa upływu czasu... No i on zna Shagai, na pewno by mnie mu oddał... Więc do jakiegoś miasta... Dobrze? No i co wtedy? Mam znaleźć sobie pracę? Nie wyglądam na dorosłą... Nie szkodzi? Tak myślisz? Co ma być to będzie? No... Dobra. Więc idziemy.
Ceres wstała, spakowała rzeczy z torby do... Tak, torby! Powiesiła ją sobie na ramieniu i kiedy Kai usiadł na drugim, ruszyła. Powoli, bo cała obolała po biegu i upadku, ale jednak. Tak zazwyczaj w filmach kończą się przygody, prawda? Dwójka doświadczonych bohaterów znika w oddali na tle zachodzącego słońca? Cóż, to nie film, tylko "Gra", więc ta przygoda się dopiero zaczyna... (ach te nastrojowe wielokropki... Dzięki nim robi się tajemniczy klimat. Chyba że są w nadmiarze... Czy dwa wielokropki na jeden nawias to przypadkiem nie za dużo?)

5 komentarzy:

  1. Obecna!
    Lubię Śmierć i Głupotę. Tak jakoś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Obowiązkowe "Jestem!"
    Lubię Dalileę i Kai'a.
    Nie lubię Shagaia. JAK ON MOZE NIE LUBIC SMOKOW?!
    ~Lucy

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolega by powiedział "Myślę, więc jestem." tak więc dodaj +1 na liczniku :D.
    Ceres i śmierć grająca w brydża wydają się spoko.

    OdpowiedzUsuń
  4. żyję!
    Wiedziałaś i bez tego, prawda?
    So... lubię profesor McGonagall i babcię Brzęczyszczykiewicz!
    I... Rafael i Neil (dobrze? ) też są spoko.
    Poza tym, moim zdaniem lepiej będzie: zaryła w ziemię, kolanami etc.
    Poza tym masz literówki w słowach "oczywiście" i "doświadczonych".
    O i jeszcze zgadzam się, że dwa wielokropki na jeden nawias to za wiele.
    Lecę czytać dalej.
    ~ Jane ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam możesz mnie dodać d listy

    OdpowiedzUsuń