Nad wielkim stołem do gry na Olimpie krążyło mnóstwo bogów, próbujących wyczuć słabe strony przeciwników. Nie zajmowali się kompletnie niczym poza planszą i pionkami, więc nie zauważyli, że są obserwowani. Obserwatorki tymczasem, wiele mil nad ziemią, na swojej chmurze, spoglądały każda w swoją szklaną kulę, w której widziały odbicia bogów i mruczały, przepowiadając, co ma się za chwilę zdarzyć. Pierwsza z nich, Kloto, skręcała w swoich szczupłych palcach cienką nić życia i nawlekała ją na kołowrotek, patrząc, jak Ares i Zeus kłócą się o bohatera, zastanawiając się jednocześnie, któremu pozwolić go wygrać. Druga, Lachesis, farbowała nić i pilnowała, czy nie jest zbyt cienka, obserwując postępy, jakie od ostatniego rzutu zrobiła Afrodyta, myśląc o tym, czy jej tej dobrej passy nie przerwać. Ostatnia, Atropos, właśnie przecięła ostatnią z trzech nici ludzkiego żywota, które miało dziś się skończyć. W kuli miała Atenę, gorączkowo zastanawiającą się, co można by teraz zrobić, żeby zdobyć od Hery upragnionego pionka. Po chwili odezwała się do sióstr:
- Kloto, Lachesis, czy macie coś przeciwko, bym namieszała trochę w grze bogini Atenie? Jakoś jej nie lubię...
Siostry pokiwały głowami w milczeniu. Atropos, z mściwym uśmiechem na ustach zabrała się do dzieła. Najpierw należało kogoś przeciw niej zbuntować...
***
Atena jeszcze raz przejrzała swoje karty. Nie miała żadnej, która pozwoliłaby na przejęcie figurki Hery, ani nawet pionka od Posejdona. W końcu, z niechęcią, rzuciła kostką i przesunęła figurę niezwykle przypominającą Dalileę na grubą linię, zaznaczoną jako "Tuiza". Następne ruchy były naprawdę źle zwiastujące: trójka postaci, na których jej zależało, zginęła, a w jej ulubionym mieście Lądynie nadal trwał pożar. Już myślała, że odpadnie, jednak nagle zauważyła wielką szansę: Jeżeli wyrzuciłaby teraz kombinację trzech trójek i użyła karty pożytecznego dodatku, zdobyłaby kostkę losu! I o dziwo: udało się. Bogini, z uśmiechem na twarzy, wzięła kostkę i już miała ją rzucić w górę i sprawdzić, jakiego jest koloru i dowiedzieć się, czy jej postać przeżyje, kiedy nagle Dionizos, jak zwykle z kielichem wina w ręce, zamachnął się i trącił ją przypadkowo w ramię. Kostka wypadła prosto z ręki Ateny na planszę, gdzie natychmiast zniknęła, zmieniając swój wymiar istnienia z boskiego na ludzki. Bogini posłała pijanemu bożkowi mordercze spojrzenie, na co ten zwalił się ze śmiechu z krzesła, na którym akurat siedział. Jeszcze nie wszystko było stracone, jednak taka szansa zdarzała się raz na milion! Żeby to nadrobić musiałaby dołączyć do drużyny Hery, która właśnie przesunęła swój pionek dziwnie podobny do Rafaela na pole tuż obok Dalilei. Na twarzy bogini pojawił się szeroki uśmiech. Tak, to się mogło udać!
Bogini mądrości kieruje tą głupią morderczynią?!
OdpowiedzUsuńI hurra widzę związek z prologiem
A Raf niech nie szwęda się z tą lalą bo jeszcze dednie.
Co za mieszane emocje
Nie zdążyłam ostatnio napisać wszystkich moich myśli, bo był koniec przerwy :( więc dokończe teraz :)
OdpowiedzUsuńA więc: Jak już pisałam na początku nie ogarniałam tego. Mimo wszystko postanowiłam dać ci czas by się wykazać i to czytać. To była dobra decyzja (jak wszystkie które podejmuje). Po tym rozdziale widzę związek z początkiem, większość staje się łatwa do zrozumienia. Masz u mnie plus. Twoje opowiadanie robi się coraz lepsze i coraz bardziej mi się podoba. Tylko głównej bohaterki nie lubię, bo przez nią część z moich ukochanych postaci wącha kwiatki od spodu (jakby to poeta powiedział) albo raczej belki i popiół :(
Czekam na next i ślicznie cie proszę, odebrałaś mi już tak wielu chłopców (no dobra może nie 45272, ale stosunkowo dużo biorąc pod uwagę ich wcześniejszą liczbę) więc oszczędź chociaż tych dwóch pozostałych. Proszę