niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział 13 - Z deszczu pod rynnę

Dalilea obudziła się przywiązana do słupa. Kiedy otworzyła oczy, zauważyła, że wokół niej jest mnóstwo suchych gałęzi. Spróbowała je przetrzeć rękoma, ale miała je związane z tyłu. Kiedy w końcu ostrość wzroku się polepszyła, zobaczyła znad drewna mnóstwo zielono - brązowych stworków, małych i dużych. "Ja chyba śnię" - pomyślała. Niestety, nie była to prawda. Dalilea nie śniła i chociaż jeszcze o tym sama nie widziała, miała zostać spalona na stosie za wejście do lasu. Zorientowała się dopiero wtedy, kiedy gałęzie wokół niej podpalono, a stworki zaczęły śpiewać i tańczyć. Dalilea zaczęła krzyczeć. Stworki zaczęły głośniej śpiewać. Dalilea zaczęła błagać o litość. Gdyby była mądrzejsza, zrozumiałaby, że stworki mówią w innym języku, bo z ich śpiewów nic nie rozumiała. Niestety, Dalilea nie była aż tak spostrzegawcza i z jej każdym "Błagam, nie!", stworki słyszały "Twoja siostra wygląda jak krowa!", więc śpiewały coraz szybciej i głośniej, dokładając drewna do ognia. Dalilea już czuła gorąco na całym ciele i myślała, że to jej koniec, kiedy nagle stworki przestały śpiewać i zaczęły piszczeć z przerażeniem. Dziewczyna zaś zamilkła, ze zdziwieniem przyglądając się sytuacji. Ułamek sekundy po tym, jak ostatni stworek zniknął za krzakami, na polanę wbiegło kilkudziesięciu ludzi. No, prawie ludzi. Wyglądali jak ludzie, jednak jakby dłużej im się przyjrzeć, żaden z nich nie był w pełni człowiekiem. Po pierwsze, byli dużo piękniejsi niż zwykli ludzie, nawet ze swoją bladą cerą, kocimi oczami i długimi uszami... Długimi uszami? Tak, mieli długie, odstające uszy, na podstawie czego Dalilea wywnioskowała, że to elfy. Nie poprawiło jej to jednak zbytnio humoru, bo choć stworki się pochowały, stos pod nią nadal płonął i robiło się coraz goręcej. Elfy zaś zaczęły rozglądać się po polanie, a kilkoro z nich podeszło do stosu, obserwując Dalileę.
- Czy moglibyście to zgasić? - Zapytała elfy dziewczyna, patrząc na nich z nadzieją. Po chwili oczekiwania, Dalilea powtórzyła prośbę, jednocześnie krzycząc z bólu, bo ogień dosięgnął już jej butów. Elfy zaczęły rozmawiać między sobą w dziwnym języku, po czym jeden z nich pośpieszył do przepływającego obok strumyka. Dalilea poczuła na całym ciele przyjemny chłód, jakby ktoś wylał na nią wiadro letniej wody. Dziewczyna spojrzała w górę i zobaczyła, jak krople materializują się w powietrzu nad nią i spadają na dogasający już stos. Najwyraźniej elf przy strumyku przeteleportował wodę. Dalilea już miała zacząć dziękować, kiedy zauważyła, że żołnierz, który ściągnął ją ze szczytu stosu, założył jej coś w rodzaju kajdanek. Nie była wcale wolna, zmieniła tylko swojego pana.

1 komentarz:

  1. Okay... Okay... nie ogarniam co ani czemu się wydarzyło
    Chcieli ją zabić! Ale nie zabili... cóż ciągle jest nadzieja
    Wszystko to jest trochę dziwnie
    A tak poza tym: końcówka (ostatnie zdanie) jest zaj-eb-is-ta

    OdpowiedzUsuń