środa, 27 grudnia 2017

Rozdział 6 - Akcja!

Dalilea podeszła z uśmiechem do strażników banku i zaczęła rozmowę:
- Ładna dziś pogoda, prawda? I słońce świeci...
- Jest noc. - Uświadomił jej strażnik, unosząc brew.
- Och, no tak... - Dalilea zaśmiała się nerwowo - Tak tylko sprawdzałam, czy panowie zauważą... - Ciągnęła. Za najbliższym rogiem budynku, obserwujący całą scenę Rafael pacnął się ręką w czoło i z rozpaczą pokręcił głową. Co za nędzne przedstawienie... Tymczasem szczęśliwie nieświadomi braku talentu aktorskiego Dalilei Tom i Aro z drugiej strony banku wchodzili właśnie do kanalizacji, jednego z najnowszych wynalazków ówczesnego świata, podprowadzonych pod bankową "toaletę" (toaleta jest w cudzysłowie, bo to, co oni nazywają toaletą, my nazwalibyśmy kabiną z rurą do podziemi akurat taką, że jak odsunie się klapę z mniejszym otworem to zmieści się tam cały człowiek). Studzienka była otwarta, więc nie mieli z tym żadnego problemu, który jednak pojawił się gdy chłopacy przeszli pod bank i stanęli prawie dokładnie pod otworem, którym chcieli wejść. Kiedy w końcu kaskada ścieków wylatująca z niego ustała, Tom i Aro odczekali chwilę, aby upewnić się, że najwyraźniej chory na biegunkę lub dobrze ukrywaną przed resztą świata grypę żołądkową bankier nie wrócił, po czym podciągnęli się przez otwór i znaleźli w jednej z kabin, z której jak najszybciej wyszli i podążyli do pomieszczenia głównego, o tej porze już nie przyjmującego klientów, ale nadal pełnego papierkowej roboty. W tym samym czasie Neil, za drugim rogiem ulicy znajdującym się naprzeciwko Rafaela, czekał, aż Dalilea skończy parodię gry aktorskiej i da sygnał. W końcu się doczekał: gdy dziewczyna niby przypadkowo dwukrotnie tupnęła, razem z Rafaelem zaczął się skradać pod murem w kierunku strażników. Ci, jako niczego nie spodziewający się biedni ludzie, nawet tego nie zauważyli, do czasu, kiedy obaj jednocześnie oberwali w głowy z jakichś bardzo ciężkich przedmiotów, najprawdopodobniej cegieł lub fragmentów kostki brukowej. Chwilę po tym nieprzyjemnym incydencie zza rogu ulicy naprzeciwko nadbiegł Alek ze sprzętem: linami, workami i chustami. Dalilea wolała się nie zastanawiać, skąd je wziął.
Kiedy chłopak w końcu do nich dołączył, we czwórkę weszli do banku. Związanie bankierów nie było trudne, zwłaszcza że ci byli nieprzytomni dzięki Arowi i Tomowi, którzy już tam byli. Alek został w pomieszczeniu głównym, by pilnować związanych i dla pewności zakneblowanych pracowników instytucjii, a reszta grupy ubrana w stroje przed chwilą wymienionych tu osób poszła do skarbca. Z przodu trzymał się Aro, jako najstarszy budząc większe zaufanie niż inni, bez problemu przechodząc obok strażników, przy okazji jeszcze zdobywając od nich klucze od skrytki Patricoela. Wszystko szło zgodnie z planem, co zazwyczaj oznacza, że coś złego za chwilę zakłóci przebieg akcji, jednak nie tu: Dalilea i chłopacy bez najmniejszego problemu otworzyli sejf kapłana, wypełnili worki, a pieniądze, które się nie zmieściły rozrzucili po korytarzu, po czym ze świadomością dobrze wykonanego zadania wyruszyli w drogę powrotną. Dużo trudniejszą od wejścia, bo pod górkę i z ciężkimi worami pełnymi złota na plecach. W końcu dotarli do głównej komnaty, gdzie Alek dobijał co niektórych urzędników, którzy na swoje nieszczęście ocknęli się szybciej niż pozostali. Właśnie mieli wyjść, kiedy Dalilea, idąca na końcu, przypadkiem potrąciła jeden z palących się świeczników, który upadł na stertę papierów, znajdujących się na drewnianym stole obok wysuszonej liściastej rośliny zdobiącej pomieszczenie. Ten, kto choć trochę wie o właściwościach substancji wie, że i papier, i drewno, i rośliny, a zwłaszcza suche liście, są bardzo, ale to bardzo łatwopalne.

1 komentarz:

  1. No! I coś się dzieje! Jeah! Tylko nie zabij mi chłopców, zbyt ich lubię :p
    PS. Tak się zastanawiam... jaki to wszystko ma związek z prologiem i roz 1? Czekam na next. Mam nadzieję, że to wyjaśnisz.
    Ta laska to jakaś łajza. Od początku jej nie lubiłam. Taka za idealna. Wiedziałam że prędzej czy później coś jej nie wyjdzie. I proszę! Miałam rację!
    Tylko żeby moje ulubione postaci nie ucierpiały kosztem jej błędu, bo się wkurze

    OdpowiedzUsuń