Cóż, w poprzednim rozdziale jakoś nie udało mi się zamieścić opisu wyglądu Ceres, więc zrobię to przy następnej okazji. Tymczasem wróćmy do Dalilei, którą ostatnio zostawiłam samą w lesie... (dramatyczny wielokropek... Czujecie to napięcie?) Do rzeczy:
Dalilea otworzyła oczy. Znowu. Jeszcze nigdy w życiu nie zemdlała tyle razy w tak krótkim czasie, więc stan jej zdrowia (i psychicznego, i fizycznego) był co najmniej zły. Nie przeszkodziło jej to jednak stanąć na nogi, upewnić się, czy dziwna kostka do gry nadal jest w jej kieszeni (gdyby jej nie było, całkiem możliwe, że zaczęłaby jej szukać w trawie. Na szczęście była na miejscu, bo Dalilea jakoś przez ostatnie dni bardzo się do tej kostki przywiązała) i powoli ruszyć przed siebie. Dziewczyna mogłaby w sumie najpierw pomyśleć, w którą stronę chce iść, ale kierunek nie miał dla niej znaczenia, bo las zawsze się gdzieś kończy, więc idąc prosto w końcu z niego wyjdzie. Pora dnia (lub nocy) też nie miała znaczenia, bo i tak drzewa rosły tak gęsto, że nie było widać słońca. A więc Dalilea szła przez las, potykając się co chwila, przez bardzo długi czas. Każdy normalny wie, że gdy robi się coś przez długi czas, zaczyna się temu komuś nudzić. Tak samo było z Dalileą, która w pewnym momencie przystanęła i wyjęła kostkę z kieszeni. Z braku pomysłu na cokolwiek poza dalszą wędrówką, dziewczyna usiadła pod najbliższym drzewem (w tym lesie było ciężko stwierdzić, które drzewo było najbliżej, bo było ich za dużo, ale Dalilei się przypadkiem udało) i zaczęła się nią bawić.
- Chciałabym wyjść z tego lasu... Jak najszybciej. - pomyślała i podrzuciła kostkę, która po chwili spadła na ziemię i potoczyła się po niej kilka centymetrów, po czym zatrzymała. Wypadło białe pole.
- A ja chciałbym tort truskawkowy o smaku borówki w kształcie jednorożca w skali 100:1. - powiedział złośliwy głosik w jej głowie - nie masz szans. Już zaczynasz wariować, słyszysz głosy w swojej głowie!
- Po pierwsze - odpowiedziała na głos Dalilea - gadasz bez sensu, no bo jak można słyszeć głosy w cudzej głowie? Logiczne, że jak już słyszysz głosy, to w swojej głowie. Po drugie, już wcześniej cię słyszałam, więc jestem tak samo nienormalna jak przedtem i wcale nie jest ze mną gorzej! - dokończyła. Głosik zamilkł, a sama dziewczyna wzięła kostkę i schowała ją do kieszeni, po czym ruszyła dalej przez las, myśląc o tym, że przez rozmowę z samą sobą zrobiła się głodna. Po drodze, by zapomnieć o braku jedzenia, powtarzała sobie rymowankę, którą usłyszała kiedyś, ale zapomniała gdzie. Co dziwne, przypomniała ją sobie dopiero teraz, nie pamiętając, by mówiła ją, lub chociaż myślała o niej wcześniej.
A jak alarm podczas pożaru
B jak bogowie grający w Grę
C jak człowiek wierzący w czary
D jak dramat który rozegrał się
E jak elfy, ofiary dramatu
F jak frustracja podczas wędrówki przez las
G jak głupcy którym szczęście sprzyja
H jak historia co prześladuje nas
I jak intuicja, która często pomaga
J jak jedzenie, którego brak czasami
K jak koledzy dawno poznani
L jak ludzie, zajmujący się tylko swoimi bogactwami
M jak miasto, w którym mieszkają
N jak nadzieja, która umiera ostatnia
O jak odwrót, czyli ucieczka
P jak pomoc i dusza bratnia
R jak ratunek w ostatniej chwili
S jak statek wypływający na morze
T jak trudności napotykane po drodze
U jak uczeń, co do mistrza wrócić nie może
W jak wiara, co góry przenosi
X jak niewiadoma w matematycznym równaniu
Y jak Yelsa, najlepsza wyrocznia
Z jak zmiana i jak zakończenie potrzebne w każdym opowiadaniu.
Cóż, wiersz może i nie rytmiczny, ale przynajmniej wszystko się rymuje... I tak, powtarzając sobie powyższe linijki na głos, Dalilea kompletnie przypadkiem wyszła z lasu. Z początku nawet tego nie zauważyła, tak była zajęta rymowanką. Zorientowała się dopiero, gdy pod wieczór doszła do jakiegoś miasta, a strażnik bramy mało nie uciął jej głowy, zagradzając drogę halabardą. Gdy dziewczyna w końcu na niego spojrzała, zapytał:
- Kto idzie?
Dalilea już miała się przedstawić, gdy przypomniała sobie, że jest niedoszłą miss i wszyscy dobrze wiedzą, że powinna być martwa, a jeśli nie jest, to trzeba to zmienić.
- Nazywam się... - Zaczęła dziewczyna, rozglądając się w poszukiwaniu natchnienia, aż tuż za bramą zobaczyła stoisko z lodami. - Eee... Liza. Znaczy Eliza Łaloda.
Wchodząc do miasta, Dalilea powtarzała sobie swoje nowe nazwisko w myślach. Cóż, trzeba przyznać, że coś jej nie wyszło z tym wymyślaniem. Ale w końcu lepsza Eliza Łaloda niż śmierć, prawda? Przechodząc uliczkami, dziewczyna patrzyła ukradkiem, czy ktoś jej nie rozpoznał. Było to raczej niepotrzebne, bo malarze z jej miasta słabo oddali jej wygląd na plakatach informujących o wyborach miss, a nawet gdyby ktoś ją rozpoznał, na pewno by usłyszała jego krzyk.
Tak więc Dalilea szła sobie spokojnie, aż zauważyła, że ludzie, choć nie krzyczą, dziwnie jej się przyglądają. Nic dziwnego. Dalilea zapomniała, że jeszcze dziś rano była w lesie, więc miała liście we włosach, podartą sukienkę, odrapaną twarz, a także ślady ziemi i błota gdzie się tylko dało. Próbując uniknąć podejrzliwych spojrzeń przechodniów, skręciła w boczną uliczkę i stanęła twarz w twarz (a raczej twarzą w szyję, bo była niższa od człowieka przed nią) z...
- Świat jest mały! Cześć, Rafael! - Krzyknęła Dalilea.
- Znowu ty... - Jęknął Rafael. W momencie, kiedy chłopak odwrócił się i już chciał odejść, zza zakrętu wyszedł Neil.
- Cześć, Dalilea! Jednak żyjesz? Jak się tu dostałaś? Nie jesteś głodna ani nic, bo mamy tu z Rafaelem całkiem świeże resztki z festynu który był w zeszłym tygodniu...
Dalilea otworzyła oczy. Znowu. Jeszcze nigdy w życiu nie zemdlała tyle razy w tak krótkim czasie, więc stan jej zdrowia (i psychicznego, i fizycznego) był co najmniej zły. Nie przeszkodziło jej to jednak stanąć na nogi, upewnić się, czy dziwna kostka do gry nadal jest w jej kieszeni (gdyby jej nie było, całkiem możliwe, że zaczęłaby jej szukać w trawie. Na szczęście była na miejscu, bo Dalilea jakoś przez ostatnie dni bardzo się do tej kostki przywiązała) i powoli ruszyć przed siebie. Dziewczyna mogłaby w sumie najpierw pomyśleć, w którą stronę chce iść, ale kierunek nie miał dla niej znaczenia, bo las zawsze się gdzieś kończy, więc idąc prosto w końcu z niego wyjdzie. Pora dnia (lub nocy) też nie miała znaczenia, bo i tak drzewa rosły tak gęsto, że nie było widać słońca. A więc Dalilea szła przez las, potykając się co chwila, przez bardzo długi czas. Każdy normalny wie, że gdy robi się coś przez długi czas, zaczyna się temu komuś nudzić. Tak samo było z Dalileą, która w pewnym momencie przystanęła i wyjęła kostkę z kieszeni. Z braku pomysłu na cokolwiek poza dalszą wędrówką, dziewczyna usiadła pod najbliższym drzewem (w tym lesie było ciężko stwierdzić, które drzewo było najbliżej, bo było ich za dużo, ale Dalilei się przypadkiem udało) i zaczęła się nią bawić.
- Chciałabym wyjść z tego lasu... Jak najszybciej. - pomyślała i podrzuciła kostkę, która po chwili spadła na ziemię i potoczyła się po niej kilka centymetrów, po czym zatrzymała. Wypadło białe pole.
- A ja chciałbym tort truskawkowy o smaku borówki w kształcie jednorożca w skali 100:1. - powiedział złośliwy głosik w jej głowie - nie masz szans. Już zaczynasz wariować, słyszysz głosy w swojej głowie!
- Po pierwsze - odpowiedziała na głos Dalilea - gadasz bez sensu, no bo jak można słyszeć głosy w cudzej głowie? Logiczne, że jak już słyszysz głosy, to w swojej głowie. Po drugie, już wcześniej cię słyszałam, więc jestem tak samo nienormalna jak przedtem i wcale nie jest ze mną gorzej! - dokończyła. Głosik zamilkł, a sama dziewczyna wzięła kostkę i schowała ją do kieszeni, po czym ruszyła dalej przez las, myśląc o tym, że przez rozmowę z samą sobą zrobiła się głodna. Po drodze, by zapomnieć o braku jedzenia, powtarzała sobie rymowankę, którą usłyszała kiedyś, ale zapomniała gdzie. Co dziwne, przypomniała ją sobie dopiero teraz, nie pamiętając, by mówiła ją, lub chociaż myślała o niej wcześniej.
A jak alarm podczas pożaru
B jak bogowie grający w Grę
C jak człowiek wierzący w czary
D jak dramat który rozegrał się
E jak elfy, ofiary dramatu
F jak frustracja podczas wędrówki przez las
G jak głupcy którym szczęście sprzyja
H jak historia co prześladuje nas
I jak intuicja, która często pomaga
J jak jedzenie, którego brak czasami
K jak koledzy dawno poznani
L jak ludzie, zajmujący się tylko swoimi bogactwami
M jak miasto, w którym mieszkają
N jak nadzieja, która umiera ostatnia
O jak odwrót, czyli ucieczka
P jak pomoc i dusza bratnia
R jak ratunek w ostatniej chwili
S jak statek wypływający na morze
T jak trudności napotykane po drodze
U jak uczeń, co do mistrza wrócić nie może
W jak wiara, co góry przenosi
X jak niewiadoma w matematycznym równaniu
Y jak Yelsa, najlepsza wyrocznia
Z jak zmiana i jak zakończenie potrzebne w każdym opowiadaniu.
Cóż, wiersz może i nie rytmiczny, ale przynajmniej wszystko się rymuje... I tak, powtarzając sobie powyższe linijki na głos, Dalilea kompletnie przypadkiem wyszła z lasu. Z początku nawet tego nie zauważyła, tak była zajęta rymowanką. Zorientowała się dopiero, gdy pod wieczór doszła do jakiegoś miasta, a strażnik bramy mało nie uciął jej głowy, zagradzając drogę halabardą. Gdy dziewczyna w końcu na niego spojrzała, zapytał:
- Kto idzie?
Dalilea już miała się przedstawić, gdy przypomniała sobie, że jest niedoszłą miss i wszyscy dobrze wiedzą, że powinna być martwa, a jeśli nie jest, to trzeba to zmienić.
- Nazywam się... - Zaczęła dziewczyna, rozglądając się w poszukiwaniu natchnienia, aż tuż za bramą zobaczyła stoisko z lodami. - Eee... Liza. Znaczy Eliza Łaloda.
Wchodząc do miasta, Dalilea powtarzała sobie swoje nowe nazwisko w myślach. Cóż, trzeba przyznać, że coś jej nie wyszło z tym wymyślaniem. Ale w końcu lepsza Eliza Łaloda niż śmierć, prawda? Przechodząc uliczkami, dziewczyna patrzyła ukradkiem, czy ktoś jej nie rozpoznał. Było to raczej niepotrzebne, bo malarze z jej miasta słabo oddali jej wygląd na plakatach informujących o wyborach miss, a nawet gdyby ktoś ją rozpoznał, na pewno by usłyszała jego krzyk.
Tak więc Dalilea szła sobie spokojnie, aż zauważyła, że ludzie, choć nie krzyczą, dziwnie jej się przyglądają. Nic dziwnego. Dalilea zapomniała, że jeszcze dziś rano była w lesie, więc miała liście we włosach, podartą sukienkę, odrapaną twarz, a także ślady ziemi i błota gdzie się tylko dało. Próbując uniknąć podejrzliwych spojrzeń przechodniów, skręciła w boczną uliczkę i stanęła twarz w twarz (a raczej twarzą w szyję, bo była niższa od człowieka przed nią) z...
- Świat jest mały! Cześć, Rafael! - Krzyknęła Dalilea.
- Znowu ty... - Jęknął Rafael. W momencie, kiedy chłopak odwrócił się i już chciał odejść, zza zakrętu wyszedł Neil.
- Cześć, Dalilea! Jednak żyjesz? Jak się tu dostałaś? Nie jesteś głodna ani nic, bo mamy tu z Rafaelem całkiem świeże resztki z festynu który był w zeszłym tygodniu...
A oto mój komentarz
OdpowiedzUsuń-Po pierwsze: Uwielbiam ten głosik w głowie Dalilei, potrafi w niesamowity sposób rozluźnić atmosferę i dodać humoru. :-)
-Po drugie: Nigdy nie widziałem tak świetnych nazw jak: "Tuiza", "Połóż w" i "Stephen Queen". Naprawdę GENIALNE!!!
-Po trzecie: Mam nadzieję, że Shagai przemyśli swój błąd i magicznie przeteleportuje Ceres wraz z Kai do jego wierzy gdzie będą żyć jako zżyta i kochająca się rodzina. (wiem, że to mało prawdopodobne, ale pomarzyć można)
-I na koniec po czwarte (taka fajna liczba :D):Cały blog jest ŚWIETNY i czekam na więcej!!!
PS: Czy to drugie "jak" w wierszyku-rymowance przy literze "Z" jest tam celowo?
-P.K.M.
Na samym wstępie : plus dziesięć za żart o dramatycznym wielokropku
OdpowiedzUsuńA teraz: Cześć!
Fajny opisik sobie wymyśliłaś. "... zdiagnozowany przez znajomych sierotyzm wrodzony" - uśmiech nie mieści się na mojej twarzy.
Czytam dalej... WIDZĘ ENTERY! TAAAK! JESTEM TAKA DUMNA!
Głosy w głowie! Tak! Moje dziecko! Ten głosik w głowie jest wspaniały!
(Czytam i komentuje jednocześnie, dlatego komentarz jest taki chaotyczny)
Widzę postęp w twoim pisaniu. Wypowiedź Dalileii podczas kłótni z samą sobą bardzo mi się podoba.
Rymowanka? Nice.
Że ci się chciało wymyślać alfabet dla swojego świata...
"Stanęła szyją w twarz" - jak ja dobrze znam to uczucie... kolejne +10
I taaak! Moi chłopcy wrócili! Zycie jest takie świetne!
Lecę czytać dalej :**