Na wschód od byłego Lądynu rozciągają się niziny, a za nimi Wolny Las. Nazwę wziął stąd, że jego goście i mieszkańcy zawsze byli wolni... No, chyba że akurat nie byli. Wolne były na przykład elfy. Elfy, które właśnie zamknęły Dalileę w klatce, która wyglądała jakby została zrobiona z żywego drewna (wyglądała na drewnianą, bo była drewniana, z tym, że drewno się ruszało), również były wolne, z kolei dziewczyna wolna nie była, ale wręcz przeciwnie, a w tym właśnie momencie, o którym opowiadam, przysłuchiwała się elfom. Z tego co zrozumiała, miała zostać jakąś niewolnicą, czy kimśtam, a w razie sprzeciwu byłaby pochowana żywcem. Ciekawe perspektywy, jednak propozycja niewolnictwa była znacznie bardziej kusząca, bo oznaczała życie. Fatalne życie, ale zawsze coś. Chociaż gdyby się tak zastanowić, pochowanie żywcem byłoby całkiem nowym doświadczeniem, a po nim nastąpiłaby śmierć, po której z kolei czekał raj. W najlepszym wypadku. W najgorszym Dalilea byłaby niewolnicą, ale traktowano by ją nieporównywalnie gorzej niż u elfów, a w każdym razie na pewno nie dobrze. W końcu uznała, że chciałaby jeszcze zostać wśród żywych przez najbliższy czas.
Tymczasem ona i elfy doszły w końcu do... Właściwie Dalilea nie wiedziała, co to jest za miejsce. Wyglądało jak jakaś leśna świątynia. Nie było widać gołego nieba, ale przez liściaste sklepienie pomieszczenia przesączały się promienie słońca. Podłoga była usłana ściółką z zeschłych liści i igieł, oświetlonych na żywy, żółto - zielony kolor. Dalilea otworzyła usta z zachwytu, ale natychmiast je zamknęła i zaczęła się dławić jedną z kolorowych muszek latających po całym pomieszczeniu, która akurat miała szczęście wlecieć jej do ust. Elfy stojące wokoło patrzyły ze zdziwieniem na tą scenę. W końcu jeden z nich, chyba Luca (wszystkie elfy wyglądają niemal identycznie), otrząsnął się i mocno walnął dziewczynę w plecy. Muszka wystrzeliła jak z procy, zatrzymała się tylko na chwilę, by obrzucić Dalileę kilkoma bzyczącymi przekleństwami, po czym odleciał do swoich towarzyszek. Dziewczyna popatrzyła za nią w szoku, a w tym samym czasie do pomieszczenia weszła grupa elfów w strojnych szatach (właściwie elfy były ubrane raczej skąpo, więc do szat zaliczało się nawet posiadanie butów) i zapowiedziały wejście władcy. Zanim jednak to nastąpiło, został odczytany elfy dekalog, czyli ich dziesięć przykazań:
1. Nie będziesz do lasu wchodził nieproszony.
2. Nie będziesz elfów ani ich władcy obrażać.
3. Nie będziesz naruszać spokoju w lesie ani narażać jego mieszkańców na niebezpieczeństwo.
4. Nie będziesz kradł skarbów lasu.
5. Będziesz czcił to, co leśne, albowiem las jest wielki.
6. Gdy wejdziesz do lasu, jego zasady staną się twoimi.
7. Po wyjściu z lasu, las ma pozostać takim, jakim go zastałeś.
8. Nie będziesz elfom, stróżom prawa lasu się sprzeciwiać.
9. Będziesz kochał las i jego mieszkańców jak kochasz mieszkańców swojej ojczyzny, chyba że sprzeciwią się któremuś z powyższych praw.
10. Będziesz trzymał się powyższych zasad w lesie, inaczej zginiesz.
Dalilea westchnęła. Zginie na pewno: zasady 1, 3, 5, 6, 8, 9 i 10 już zostały przez nią złamane.
Witam.
OdpowiedzUsuńBla bla bla... kolejn kom... bla bla...
To co ważne i to po co przybywam:
Postanowiłam em... (moje motywy do uczynienie tego bla bla) nominować cię do LBA.
więcej na r5-sny-nie-spelnione.blogspot.com