poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 16 - Kraina grzybów i nie tylko

- Za złamanie zasad karą jest śmierć. - Powiedział elfi król.
- U mnie w domu karą za złamanie zasad było gotowanie obiadu.  - Powiedziała Dalilea.

I w ten oto sposób Dalilea, dziewczyna mająca więcej szczęścia niż rozumu, dostała szansę na przeżycie za cenę ugotowania dobrego obiadu. Zabrała się więc do pracy,  jednak najpierw sama musiała poszukać składników.  Wysłano więc ją do lasu na smyczy, na której drugim końcu został przywiązany przysadzisty elf,  mający ją pilnować. Dalilea wątpiła,  czy taka góra tłuszczu w ogóle da radę się poruszać. Okazało się, że tak, więc dziewczyna chodziła po lesie, ciągnąc za sobą zaspanego elfa,  który gdy tylko ta się zatrzymała,  by obejrzeć jakiś kwiatek bądź owoc,  opierał się o najbliższe drzewo i błyskawicznie zasypiał. Dalilea zaczynała mieć go dość,  jednak uznała, że ważniejsze od denerwowania się na elfa jest zebranie składników na obiad. Już miała wracać,  kiedy nagle poczuła słodki zapach unoszący się z ziemi. Uklękła,  rozchyliła mech pod jej stopami i zobaczyła tam kilkanaście fioletowych grzybów z kolorowymi plamkami. To one tak ładnie pachniały. Dalilea wzięła je więc do koszyka i wróciła, nadal ciągnąc za sobą nieprzytomnego elfa, do miejsca, z którego wyruszyła.
Czekał tam już na nią gar z wrzącą wodą. Dalilea z tajemniczą miną zaczęła wrzucać do niego składniki. Na koniec dodała trochę pachnących grzybków,  tak dla aromatu. W tym samym momencie do pomieszczenia wszedł władca elfów i wskazał na Dalileę,  mówiąc:
- Ty spróbuj pierwsza, sprawdzimy czy to nie jest trujące!
Dalilea spokojnie nałożyła zupy do podanej jej miski,  wypiła duszkiem i uśmiechnęła się do tłumu,  który zachęcony jej reakcją,  rzucił się na kocioł z zupą. Na końcu wypili ją król i jego doradca. Parę chwil po tym,  elfy zaczęły rozglądać się zafascynowane po pomieszczeniu, jakby zobaczyły je pierwszy raz w życiu. Teraz, gdy wszyscy byli najedzeni,  świat wydawał się piękny i kolorowy jak nigdy. Każdy elf śmiał się i tańczył, w ubraniach lub bez, do swojej własnej,  wymyślonej muzyki. Król przypatrywał się temu z zadowoleniem,  aż nagle zwrócił się do swojego doradcy:
- Widzisz tamtego smoka pod sufitem, Aragorze? - Zapytał.
- Nie,  ale wydaje mi się że tam jest, panie.
- To dobrze, bo ja też nie widzę tam żadnego smoka.  - powiedział z ulgą król.
- Najwyraźniej ten smok jest niewidzialny.  - Stwierdził Aragor.
Tymczasem Dalilea patrzyła na to wszystko z drugiego końca sali, zastanawiając się,  czy ściany faktycznie powinny się ruszać i zmieniać kolory niczym bieliznę.  Rozmyślania przerwało jej rżenie jej jednorożca,  dochodzące zza drzwi. Podbiegła więc do nich,  wyszła,  przez chwilę rozglądała się oślepiona ciemnym blaskiem zachodzącego, porannego zielonego księżyca, po czym zauważyła swojego wierzchowca parę metrów dalej,  stojącego na tęczy i rzuciła się za nim w pogoń w mroczny,  jodłujacy jakąś ludową piosenkę las. A wszystko dzięki maleńkim kolorowym grzybkom,  które swoim zapachem właśnie kuszą kolejnego biednego wędrowca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz