W głównym banku Lądynu rozpętało się piekło. Dalilea, Rafael, Tom, Neil, Aro i Alek wybiegli z niego jak najszybciej, próbując ocenić straty.
- Jeden bank stojący w płomieniach to jeszcze nie tak źle jak na Lądyn. Słyszałem, że to miasto miewało już pożary, które przenosiły się nawet na koniec miasta. - Spróbował pocieszyć przyjaciół Neil. W tym momencie główny komin banku przewrócił się na sąsiedni budynek, a płonąca drewniana ściana na równie drewniany dom z drugiej strony, sąsiadujący z co prawda kamiennym budynkiem, ale za to z dachem pokrytym strzechą, czyli suchą słomą. Pierwszy, po paru sekundach ciszy zareagował Rafael:
- Na co my czekamy, ludzie!? Wiejemy!
Jak na rozkaz, wszyscy jednocześnie ruszyli biegiem w kierunku kamiennego mostu nad rzeką Tuizą (niektórzy nazywali ją Tamizą, jednak w większości byli w błędzie, bo jeżeli mówili o rzece Izie stojąc tuż przy jej brzegu, ta rzeka była tu, a nie tam, więc stąd ta Tuiza). Po drodze obserwowali, jak ogień pędzi tuż za nimi, pochłaniając kolejne budynki i próbuje odciąć im drogę ucieczki. W końcu, w ostatniej chwili, kiedy płomienie opanowały już całą zachodnią połowę miasta, wbiegli na most i odwrócili się, chcąc zobaczyć, gdzie by się znaleźli, gdyby nie zaczęli uciekać. Absolutnie wszystkie budynki stały w ogniu.
- Przynajmniej pożar nie przeniesie się przez rzekę na drugą część miasta. - Powiedział Neil, próbując się uśmiechnąć. W tej właśnie chwili z dachu jednego z płonących domów zsunęła się belka i jak w zwolnionym tempie zjechała po nim, siłą rozpędu przeleciała parę metrów, po czym upadła na pokład drewnianego statku przymocowanego na przeciwległym brzegu Tuizy, ze świeżo nasmołowanym olinowaniem i nowym, lnianym, łatwopalnym żaglem. Co ciekawe, dziwnym trafem burta tego statku stykała się z sąsiednim okrętem, a ten był przycumowany do pachołka tuż obok knajpki, jedynej na wybrzeżu zrobionej tylko i wyłącznie z suchych sosnowych desek. Na efekty nie trzeba było długo czekać: W ciągu paru sekund pożar pochłonął statki, po czym podążył w kierunku innych budynków. Dalilea, Rafael, Tom, Neil, Aro i Alek rzucili się do ucieczki, jednak główna ulica była pełna płonących desek, odlatujących z domów stojących wzdłuż niej, wobec czego musieli biec naokoło, obok rzeki. Pierwszy przewrócił się Tom. Wszyscy natychmiast się zatrzymali, by pomóc mu wstać, ale w tym właśnie momencie gospoda stojąca tuż obok zawaliła się. Tom zniknął pod stosem palących się desek i kamieni.
- Nie! - Krzyknął Alek. To był błąd, bo kiedy chłopak był zajęty rozpaczaniem, tuż nad nim rozpadł się kolejny budynek.
- Uciekajcie, już im nie pomożemy, nie żyją! - Wrzasnął Rafael, popychając zdrętwiałych z przerażenia Neila i Ara, jednocześnie próbując ciągnąć za sobą Dalileę. W końcu chłopacy się ogarnęli i wystartowali sprintem, doganiając Rafaela i pędzącą za nim dziewczynę. Byli tuż przy bramach miasta, kiedy Aro potknął się i przewrócił, co ogień od razu wykorzystał, zrzucając na niego płonącą belę z dachu jednego z domów obok. Neil szybko wyciągnął go stamtąd i zarzucił sobie na ramię, kiedy zauważył, że przyjaciel jest nieprzytomny. W tym samym momencie na Dalileę spadła jedna z rozżarzonych desek, odpadających z framugi okna baru obok. A właściwie to miała zamiar spaść na nią, jednak gdy dotknęła ziemi nikogo już tam nie było, a to za sprawą Rafaela, który w ostatniej chwili wepchnął dziewczynę do Tuizy, płynącej sobie spokojnie obok. Zapłacił za to jednym dużym oparzeniem na ramieniu i zmiażdżeniem nogi przez kolejne bele, co nie przeszkodziło mu wcale w natychmiastowym opuszczeniu miasta, tuż za Neilem, nadal ciągnącym za sobą Ara. Zatrzymali się dopiero w mniej więcej bezpiecznej odległości od miasta, gdzie padli na ziemię. Natychmiast jednak wstali, bo Neil przypomniał sobie o reanimacji leżącego obok Ara, a Rafael zobaczył nadpływającą z nurtem Dalileę. W końcu, po chwili zastanowienia "zachować się jak bohater czy pozwolić tej suce popłynąć dalej i zostawić ją na pastwę losu?", chłopak podszedł, kulejąc, do rzeki, złapał Dalileę za rękę i wyciągnął ją na brzeg.
A więc...
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam to już jakąś godzinę temu ale komentuje dopiero teraz, bo chciałam ochłonąć i spojrzeć na to z dystansu:
JA CIĘ ZABIJĘ! I TĘ MISSKĘ TEŻ! RAZEM W SPISKU ZABIŁYŚCIE DWÓCH (miejmy nadzieję, że tylko, bo Aro się źle czuje) Z PIĘCIU MOICH KOCHANYCH CHŁOPCÓW!
A taką miałam nadzieję, że będą taką wesołą paczką i co?
Żałoba
U mnie i u nich
Rafael przestań mi strugać bohatera i jak już zacząłeś topić tę sukę która rozpętała tę cholerną serię niefortunnych zdarzeń (swoją drogą naprawdę ciekawe jak wielkiego można mieć pecha... zupełnie jakbyś... robiła to wszystko by zabrać mi chłopców! ) to zakończ to porządnie! - utop ją!
Jaka... jaka... aż nie mam słów
Niby zrobiła to przypadkiem ale ja i tak jej nie wybacze.
Ma zostać oddana tym bogom czy czemuś i to boleśnie!
Nie chciałabyś widzieć mnie zanim nie ochlonęłam (tak to już jest tym stanem)