Dalilea w końcu została sama. Przez cały dzień była przepytywana, podziwiana i uczona przez kapłanów, jak trzeba się zachowywać jako miss, a teraz, kiedy w końcu odprowadzono ją do komnaty, niemal cieszyła się, że zostało jej tylko kilka dni. Nigdy w życiu nie była jeszcze tak zmęczona. Chciała tylko pójść do łóżka i spać tak długo, jak tylko się da. Kiedy tylko przyłożyła głowę do poduszki, zasnęła. Niestety, w środku nocy obudził ją jakiś hałas. Dalilea, niezadowolona, otworzyła oczy. Wszystko w komnacie wydawało się takie samo: to samo łóżko, to samo krzesło, ten sam stolik, to samo otwarte okno... Moment. Otwarte okno? Dalilea wstała i powoli podeszła do krat, wyrwanych zza szyby. Wyglądały, jakby przejechał po nich wóz konny. Dziewczyna rozejrzała się po komnacie i z wahaniem zajrzała pod łóżko. Natychmiast jednak od niego odskoczyła, ponieważ tam ktoś był, a w tym momencie próbował wyjść. Dalilea ze zdumieniem szepnęła:
- Mamo?
- Tak , córciu? - Zapytała jej matka, wygramoliwszy się spod łóżka.
- To ty rozwaliłaś kratę i weszłaś oknem?
- Jak najbardziej. - Potwierdziła jej mama, wyciągając z torebki swój młotek do rozbijania mięsa. - Nawet nie wiesz, ile to cudeńko może zdziałać! - Stwierdziła, wręczając jej go. - Skoro rozwalił kraty, nie powinien mieć problemu z niczym innym.
- A... Ale co mam z nim zrobić? - Zapytała Dalilea.
- Cóż, pomyślałam, że ty jako jedyna ze swojej szkoły nie wyjechałaś nigdy poza miasto, nie zwiedziłaś niczego, nie poznałaś reszty świata... Myślałam, że będziesz miała na to czas w przyszłości, ale skoro zostałaś wybrana na miss, zanim zginiesz, mam dla ciebie propozycję.
- Słucham?
- Zrób coś szalonego. Pobaw się z życiem, jeszcze przez tę jedną noc. Proszę cię, zawsze chciałam, abyś była szczęśliwa, jednak nigdy nie wiedziałam, jak mam to zrobić. Myślę jednak, że sama wiesz dobrze, na co masz ochotę. Jeśli wrócisz przed świtem, nic się nie stanie, jednak jeśli uciekniesz, będziemy miały kłopoty. Proszę, zrób to dla mnie. Idź, baw się, ale wróć. Możesz to zrobić dla swojej matki? Nie chcę patrzeć, jak umierasz, nie spełniwszy wcześniej swoich marzeń.
- N... N... Naprawdę? Chcesz tego? - Zapytała Dalilea. Nie poznawała swojej matki. Zawsze miała wrażenie, że liczyła się tylko dlatego, że nie przeszkadzała i umiała gotować, a tu proszę. Matka chce jej szczęścia. Skoro tak, to...
- Dobrze. - Powiedziała Dalilea. Czy mam iść teraz?
- Tak, córciu. Jak najszybciej. Idź!
Daliliea wyjrzała za okno i chwyciła się sznurka, po którym weszła jej mama, po czym zjechała po ścianie i pomachała z dołu matce, która wyjrzała przez okno. Jedna noc. Miała jedną noc tylko dla siebie, bez żadnych zakazów ani ograniczeń. I już wiedziała, jak to wykorzysta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz