Dalilea szła za Rafaelem, rozglądając się ostrożnie. Już sama nie była pewna, czy chce iść. Z każdą mijaną ulicą otoczenie robiło się brzydsze i straszniejsze. Dopiero teraz Dalilea zrozumiała, co znaczy "biedna dzielnica". Jakby tego było mało, Rafael co chwila odwracał się i z kpiącym uśmiechem pytal, czy na pewno chce iść dalej, a z każdą odpowiedzią "tak" lub "oczywiście", odwracał się mówiąc:
- Powiedz, jeśli zmienisz zdanie i w końcu przyznasz, że się boisz.
Najgorsze było to, że miał rację. Dalilea bała się i to bardzo, ale wrodzony upór i kpiący ton głosu Rafaela nie pozwalały jej powiedzieć tego na głos. W końcu, kiedy dziewczyna postanowiła jednak zrezygnować i już miała to powiedzieć, Rafael oznajmił:
- No to jesteśmy na miejscu. - A następnie cicho gwizdnął. Spod mostu, niedaleko którego stali, wyszła zgarbiona postać i zapytała drwiąco:
- A ty co, Raf? Zmiana profesji? Czy teraz zajmujesz się dziewczynami? Co ona tu robi? Byłeś już z nią pod murem? - Chłopak zarechotał, po czym zwrócił się do Dalilei - Taka grzeczna dziewczynka jak ty nie powinna tu przychodzić. Nie masz pojęcia, co z niego za gość. To nie towarzystwo dla ciebie, chyba że pozory mylą mnie tak bardzo, że oślepłem.
- Dalileo, przedstawiam: To jest Aro, ma 20 lat. Interesuje się botaniką. - Przedstawił kolegę Rafael.
- Co? - Nie zrozumiała dziewczyna.
- No wiesz, roślinki.
- Jakie?
- Ech, głównie marihuana, tytoń, chmiel i takie tam... Różne.
- Aha. - Dalilea odsunęła się od Ara na kilka kroków. Spod mostu wyszło jeszcze kilku chłopaków w wieku Rafaela. Chłopak przedstawiał wszystkich po kolei:
- To jest Neil, ma 19 lat, interesuje się głównie dziewczynami. To Tom, 17 lat, chodzi cicho jak kot, co w jego zawodzie się akurat przydaje, a to jest Alek, 18 lat, chemik, lubi próbować... Powiedzmy, że nowych rzeczy. Panowie, to jest Dalilea, w każdym razie tak się przedstawiła w barze. Bardzo chciała was poznać, bo organizuje napad na bank, na skrytkę gościa, którego nie znosi. Opowiedziała mi o tym w drodze tutaj.
Chłopacy po kolei przywitali się z Dalileą. Pierwszy odezwał się Neil, ale do Rafaela:
- Słuchaj, stary, słyszałem, że ty jej nie bierzesz, mogę ją zaklepać dla siebie? - A po chwili dodał - Jak będzie chciała, oczywiście... Nic na siłę.
- Akurat ci uwierzę. - Parsknął Rafael.
- Czyli jest twoja? - Wtrącił się Aro.
- Wiesz, to on ją znalazł, należy się jemu. - Stwierdził Alek.
- Tak właściwie to ona znalazła mnie... - zaczął Rafael, ale nie dane mu było dokończyć.
- Oddam ci ją w nienaruszonym stanie, podziel się! - Krzyknął Neil.
- Śmiem wątpić... - Skomentował Tom. Dalszej części słów nie dało się rozróżnić, bo wszyscy chłopacy poza Rafaelem zaczęli się kłócić o to, kto ma największe prawo do Dalilei. Po paru minutach, kiedy Neil i Aro zaczęli się bić, Rafael westchnął i wszedł pomiędzy nich, jednemu wbijając łokieć pod żebro, a drugiemu podcinając nogi, tak że ten przewrócił się do tyłu na plecy. Tom i Alek zamilikli, patrząc z szacunkiem na "sędziego". Tymczasem Rafael zaczął mówić powoli i wyraźnie:
- Panowie, jak wy się zachowujecie? Czy chcecie wystraszyć gościa? - Tu odwrócił się i spojrzał znacząco na cofającą się powoli tyłem Dalileę, będącą właśnie w środku trzeciego kroku do wolności. - No bo przecież, skoro wykazała się taką odwagą i przeszła pół miasta, aby was poznać, to przecież teraz nie może zostać zignorowana. Przecież się teraz nie wycofa, prawda? - Rafael uniósł brwi, uśmiechając się do Dalilei. Dziewczyna posłała mu wrogie spojrzenie.
- To powiesz o co chodzi? - Zapytał Neil, podnosząc się z ziemi.
- Eee... Tak, jasne. Nooo... Chciałam was poznać, ponieważ jestem wybrana na miss i...
- Jesteś miss!? - Zapytał Tom.
- Eee... Tak. Długa historia. Tak, no, wracając do tematu: Moja matka uwolniła mnie na jedną noc, żebym zrobiła coś, co chciałam zrobić od dawna i...
- Chciałaś się spotkać z kimś, kto pokaże ci, czym jest zabawa? - Zapytał Neil, unosząc dwukrotnie brwi. Dalilea odsunęła się od niego, po czym dokończyła:
- I jest to okradnięcie bankowej skrytki kapłana Patricoela, którego szczerze nie cierpię.
- Co za dziwne imię... - Mruknął Aro. - A czy chcesz mieć łup dla siebie, czy chcesz go podzielić?
- Zależy mi tylko na tym, żeby nie miał tych pieniędzy, bo wtedy straci też posadę kapłana, co zrujnuje mu życie. Ta świnia tylko na to zasługuje. Możecie sobie wziąć te pieniądze.
- Skoro tak, to wchodzimy w ten układ, co nie, chłopaki? - Uśmiechnął się Tom, rozglądając się zachęcająco po przyjaciołach, szukając poparcia, na co ci pokiwali głowami na "tak". Wszyscy oprócz Rafaela, który tylko przewrócił oczami i powiedział:
- Zgoda.
Lubię chłopców. Znacznie bardziej niż misskę. Są tacy... prawdziwi
OdpowiedzUsuń