niedziela, 3 kwietnia 2016

Rozdział 30 - Koncert dusz

Było cicho. No, prawie. Słychać było tylko oddechy biegnących przyjaciół i ich kroki. Pogoń została w tyle - w końcu niełatwo jest zorganizować się gdy wszyscy uczestnicy pościgu prócz uciekających  krzyczą jak opętani i machają widłami i pochodniami. Jeszcze chwilę i nie będzie jej w ogóle słychać. Jeszcze moment i uciekną na dobre... Albo i nie. Dalilea przewróciła się na kolana i zaczęła kaszleć. Rafael biegł dalej, podczas gdy Neil zatrzymał się przy niej, ale zamiast schylić się by ją podnieść, spojrzał z przerażeniem w oczodoły Śmierci. Odgłosy pogoni były coraz głośniejsze. Śmierć popatrzył na Neila z politowaniem i doradził:
- Uciekaj, dzieciaku! No, już cię tu nie ma! Co się dziwisz, dziewczyna spędziła długi czas w lesie nie będąc w pełni zmysłów, a teraz ma przebiec maraton? Już wcześniej chciałem się nią zająć, bo przez ten przeklęty pożar miałem tyle pracy, że zapomniałem odebrać dusze kilku innych ludzi, którzy umarli... Wiesz, jaki szok przeżyła rodzina Serfmów (Tak, Serfmów.), kiedy na pogrzebie nieboszczyk wyskoczył z trumny i nakrzyczał na żonę za sfałszowanie testamentu?
Neil wciąż stał jak słup soli, wpatrzony w gadający szkielet w czarnym płaszczu, tymczasem Rafael wrócił się, złapał przyjaciela za rękę, Dalileę za włosy i pociągnął ich za sobą. Śmierć nie ruszył się za nimi ani kroku, tylko patrzył na tą sytuację, ze zdumieniem kręcąc głową. Ludzie są śmieszni, trzymając się życia za wszelką cenę... Przecież i tak w końcu każdy pożegna się ze swoim ciałem i stanie się z nim to, co zakłada jego wiara. Ale skoro jednak uda im się uciec, to może spokojnie wrócić do domu i pograć w brydża... Albo szachy. Tak, Śmierć był tego całkiem pewien, Ceres obiecała mu, że nauczy go grać w szachy, jednak chyba dała spokój, bo jej uczeń wciąż nie mógł pojąć, że najważniejszą figurą jest król i nie ma żadnej figurki przedstawiającą boga lub jego samego. Śmierć odwrócił się i odszedł. Dom stał niedaleko, razem z ogródkiem i sadem. Zawsze stał niedaleko, nieważne, gdzie Śmierć akurat był. Szkielet wszedł do niego i przywitał się ze wszystkimi, po czym usiadł przy stole. Niestety, po kilku robrach rozegranych w gronie rodziny (Ceres z jakiegoś powodu nie przyszła) jednak musiał wstać, bo czekało go kolejne zadanie do wykonania, gdzieś nad brzegiem morza. Wyszedł z domu i zapatrzył się na ocean. Co się mogło stać z jego wierną partnerką do gry? Tym małym geniuszem, który potrafił wygrać z przeciwnikiem znającym przyszłość, w tym każdy kolejny ruch w grze? Po chwili Śmierć przypomniał sobie o zadaniu i ruszył w kierunku jednej z gospód, od której biła dziwna cisza. Niemal wszędzie było coś słychać, ale do niej żaden dźwięk nie docierał, żaden też niej nie wychodził. Śmierć wszedł do środka i ujrzał wnętrze pomieszczenia. Zobaczył tłum ludzi pod sceną i jedną osobę na niej. Człowiek na podeście miał wyraźnie kobiece kształty, ale jego twarz była zasłonięta kapturem i to uniemożliwiało upewnienie się. Harfa w dłoni wskazywała na to, że osoba jest muzykiem. Artystka zsunęła kaptur i uniosła głowę, patrząc na wszystkich z góry. To właśnie od niej biła ta cisza, jednak teraz została brutalnie przerwana przez jeden dźwięk harfy. Brzmiał fałszywie i kaleczył uszy. Ludzie w pomieszczeniu ani drgnęli, jednak Śmierć zauważył, że ich dusze delikatnie się poruszyły. Dziewczyna, a może już kobieta, zaczęła śpiewać i grać, co jakiś czas powtarzając początkowy dźwięk. Wszystko podpowiadało Śmierci, że powinno to brzmieć okropnie, jednak jedna fałszywa nuta nie tylko nie psuła utworu, ale dodawała mu czegoś, czego Śmierć z pomocą wszystkich języków jakie znał (a znał wszystkie) nie potrafił opisać. Był pewien tylko jednego: to było piękne. Na oczach Śmierci, w jednej chwili w sali zrobił się wielki ruch, choć wszyscy goście siedzieli i słuchali. To ich dusze zaczęły wychodzić z ciał, zwijać się, falować i latać na wszystkie strony w rytm muzyki. Śmierć nadepnął sobie na jedną z nóg, żeby przestała przytupywać do taktu i złapał obiema rękami kosę, by przestać stukać w najbliższy stół. Ludzka muzyka go nie ruszała, nie rozumiał co w niej jest, że wszyscy ją uwielbiają. Ale w takim razie... To nie była ludzka muzyka? Zdecydowanie... Śmierć miał szczęście - trafił na sam początek koncertu dusz. Taką muzykę grają tylko... Nagle drzwi się otworzyły z hukiem. Dusze, spłoszone nagłym dźwiękiem wyłączonym z melodii, szybko pochowały się do ciał swoich właścicieli. W drzwiach stał nie kto inny, jak Rafael, Neil i Dalilea. Powoli, jakby w zwolnionym tempie, podniósł się jeden gość gospody, a za nim kolejni. Dało to wrażenie upiornej fali meksykańskiej, z tym że nikt nie usiadł. Upiornej, ponieważ wszyscy, którym przeszkodzono w wysłuchaniu do końca koncertu, mieli mord w oczach. Nikt nie lubi jak przerywa mu się w nieodpowiednim momencie. Ten moment by najnieodpowiedniejszy z nieodpowiednich. "To właśnie dlatego miałem tu przyjść? Ta dziewczyna od pożaru nareszcie zginie?" - pomyślał Śmierć.
Rafael, najbardziej ogarnięty z całej trójki, zaproponował ucieczkę, jednak było już za późno. Drzwi się zamknęły, a tłum wściekłych gości rzucił się na nowo przybyłych. Nikt nie zauważył, jak dziewczyna z harfą zbiega ze sceny i wchodzi do piwnicy, tymczasem trójka przyjaciół coraz bardziej wycofywała się w przypadkowym kierunku pod naporem fali gości. W końcu Rafael, Neil i Dalilea znaleźli się pod ścianą. W tym momencie wszyscy zaczęli się bić. Jedni o to, żeby móc przedostać się bliżej przyjaciół i przyłożyć każdemu z osobna, drudzy o to, żeby od nich znaleźć się jak najdalej, bo już to zrobili i sami oberwali, a jeszcze inni bili się o to, by samemu nie zostać pobitym. Nagle pod Dalileą, Neilem i Rafaelem otworzyła się czarna dziura, wciągnęła ich do swego wnętrza i równie szybko jak się pojawiła, zniknęła. Przyjaciół otoczyła ciemność, a Śmierć, jako jedyny widząc ich zniknięcie, z westchnieniem zaczął odprowadzać do zaświatów dusze tych, którzy mieli pecha zostać zdeptani lub pobici zbyt mocno niż byłoby to wskazane.

1 komentarz:

  1. Piękne :D ci co mieli pecha tak
    Napewno nie chciałabym tam być
    Nie wiem jakim cudem nadal nie nienawidzę Dalilei.
    Może to ten jej pech?
    W każdym razie bardzo bardzo mi się podobało (a zwłaszcza ten idiotyzm tłumu xD piękne) i czekam na więcej

    OdpowiedzUsuń